Służba zdrowia w czasie rządów Platformy Obywatelskiej

W 2009 roku NIK skontrolowała wykonanie budżetu państwa za rok 2008. Jak podał dziennik Rzeczpospolita kontrolerzy sprawdzili 397 jednostek finansowanych z budżetu, m.in. wszystkie ministerstwa. Tylko w resorcie kierowanym przez Ewę Kopacz dopatrzyli się poważnych nieprawidłowości. NIK zarzuca Ministerstwu Zdrowia, że w ubiegłym roku wydało bez podstawy prawnej 300 mln złotych na dofinansowanie szpitali poprzez program „Wzmocnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli”, którego celem jest dofinansowanie zadłużonych szpitali. Według NIK nie było przepisów, które upoważniałyby ministra zdrowia do wydawania tych pieniędzy. Środki finansowe przyznano szpitalom bez realnego planu naprawczego i kontroli nad ich wykorzystaniem.

NIK zarzucała też resortowi, że bez potrzeby przekazał 10 milionów złotych klinice Centrum Onkologii w Bydgoszczy, kierowanej przez senatora PO Zbigniewa Pawłowicza. Pieniądze z ministerstwa zdrowia poszły na zakup urządzenia PET, czyli nowoczesnej odmiany tomografu komputerowego, jednak klinika taki sprzęt już posiadała i był on wykorzystywany tylko w 50%. 10-milionową dotację na tomograf zapisano w tak zwanym wykazie wydatków niewygasających w 2008 roku. To znaczy, że centrum mogło wydać je, kiedy tylko chciało.

Rząd PO wyprzedał sanatoria. W lutym 2010 roku NIK ostro skrytykowała prywatyzację tego sektora, wskazując zasadnicze błędy: brak ekonomicznych i społecznych analiz funkcjonowania już sprywatyzowanych przedsiębiorstw, w tym informacji dotyczących równego i powszechnego dostępu do usług.

W styczniu 2011 roku, na wspólnym posiedzeniu sejmowych Komisji Zdrowia i Samorządu Terytorialnego posłowie PO przeforsowali swoje poprawki do ustawy o lecznictwie uzdrowiskowym. Do tej pory przepisy nakładały na ministerstwo obowiązek określenia, których uzdrowisk nie wolno prywatyzować bez konsultacji z ministrem zdrowia i bez zgody Sejmu. Po poprawkach minister skarbu miał mieć wolną rękę w podejmowaniu decyzji o sprzedaży. Stanowisku Platformy sprzeciwiały się nie tylko kluby opozycji, zastrzeżenia przedstawiło też PSL.

Z prywatyzacji wyłączone miało być siedem uzdrowisk, ale rząd postanowił sprywatyzować sześć z nich: Busko-Zdrój, Ustroń, Ciechocinek, Rymanów, Lądek-Długopole i Świnoujście. Przeciwko tej decyzji protestowali m.in. pracownicy uzdrowiska w Świnoujściu. Uzdrowisko specjalizuje się we wczesnej kardiologii, czyli rehabilitacji po zawałach, pulmonologii, endokrynologii, reumatologii, dermatologii. Obawiano się, że po prywatyzacji, nowemu właścicielowi tego typu usługi specjalistyczne nie będą przynosiły zysku i uzdrowisko zamieni się w spa, na które stać będzie tylko zamożnych ludzi.

Kontrowersje budziły też kwoty sprzedaży uzdrowisk. Przykładowo uzdrowisko Przerzeczyn-Zdrój zostało sprzedane za 3,3 mln zł, gdy jego dochody w 2009 roku wynosiły 4,5 mln zł. W lipcu 2011 roku Prawo i Sprawiedliwość złożyło projekt ustawy zakazujący sprzedaży siedmiu uzdrowisk: w Ciechocinku, Lądku-Zdroju, Kołobrzegu, Busku-Zdroju, Rymanowie i Świnoujściu, ale marszałek Sejmu nie podjął prac nad projektem.

– Jak wynikało z ujawnionych przez portal WikiLeaks depesz amerykańskich dyplomatów Jan Krzysztof Bielecki, ówczesny szef Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku, otwarcie mówił, że część służby zdrowia może zostać sprywatyzowana, a USA mogą dzięki temu mogłyby robić w Polsce interesy. Ujawniona depesza dotyczyła rozmowy Jana Krzysztofa Bieleckiego z amerykańskim ambasadorem w Polsce Lee Feinsteinem. Dyplomata napisał ze spotkania obszerną relację. Opisywał w niej Jana Krzysztofa Bieleckiego jako bardzo wpływowego człowieka, który ma „bezpośredni dostęp do premiera Tuska i ma dobre kontakty”.

– Jan Gołąb, jeden z najbliższych doradców Ewy Kopacz, był właścicielem firmy Med PR, do której trafiają pieniądze z koncernów farmaceutycznych, organizującej szkolenia, debaty i konferencje. Poprzednik Jana Gołębia, Lech Barycki, szef gabinetu politycznego Ewy Kopacz świadczył usługi dla firmy Falck Medycyna. Firma ta zajmuje się transportem sanitarnym na terenie całego kraju. Kupuje też udziały w państwowych przychodniach. Po ujawnieniu tej informacji Lech Barycki został zdymisjonowany.

– W czasach rządów Platformy Obywatelskiej służba zdrowia była w fatalnej kondycji. W 2009 roku lekarze wystosowali list do NFZ, w którym informowali, że jeżeli sytuacja się nie poprawi będą zmuszeni odwoływać zabiegi pacjentów, którzy bez operacji zagrożeni są śmiercią. Szpitale masowo odwoływały operacje. Przykładowo w listopadzie 2009 roku w Szpitalu im. Kopernika w Łodzi kontrakt na 2009 rok przekroczony został o 3 mln złotych, w Świdnicy o 10 mln złotych. Przyczyną takiego stanu było wzrastające bezrobocie i emigracja, a w związku z tym mniejsze wpływy ze składek do NFZ.

– Sprzedawcy leków w 2009 roku zamierzali wystosować pozew zbiorowy przeciwko Skarbowi Państwa w odpowiedzi na rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie listy leków dopuszczonych do sprzedaży w ich placówkach. Ich zdaniem, nowe przepisy są pełne wad, które świadczą albo o niekompetencji urzędników, albo zbyt silnych wpływach konkurencyjnego lobby aptekarzy.

– Naczelna Rada Aptekarska chciała zmiany przepisów, tak, aby zlikwidować punkty apteczne. Rada uważała, „że jedynym podmiotem, który spełnia wymagania niezbędne do prowadzenia obrotu detalicznego produktami leczniczymi, zgodnego z funkcjonującymi w Unii Europejskiej normami, jest apteka ogólnodostępna”. Punkty apteczne jednak są niezbędne w małych miejscowościach na terenach wiejskich, gdzie nie opłaca się prowadzenie apteki ogólnodostępnej.

Punkt apteczny to placówka, która według prawa farmaceutycznego może funkcjonować jedynie na terenie wiejskim, o ile nie jest tam już prowadzona apteka ogólnodostępna. Punkt może oferować ograniczony asortyment produktów leczniczych, np. z wyłączeniem leków bardzo silnie działających, a listę taką określa w rozporządzeniu minister zdrowia. Kierownikiem placówki może być farmaceuta z rocznym stażem lub technik farmaceutyczny, posiadający trzyletni staż pracy w aptekach ogólnodostępnych. Likwidacja punktów aptecznych oznacza więc dyskryminację wsi i kolejny krok do wygaszania małych miejscowości.

– Janusz Kołakowski, szef Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy pozwał Ministerstwo Zdrowia do sądu, który zobowiązał je do zwrotu szpitalowi kosztów leczenia nieubezpieczonych pacjentów. Wygrał też kolejne procesy w tej sprawie. Przed każdym pozwem wysyłał pismo o zwrot kosztów leczenia nieubezpieczonych, ale Ministerstwo wolało wydawać pieniądze podatnika na procesy sądowe. Za dyrektorem szpitala w Żurawicy swoich praw zaczęli domagać się inni dyrektorzy szpitali psychiatrycznych. Janusz Kołakowski, z wykształcenia historyk, okazał się dobrym dyrektorem szpitala, który jako jeden z niewielu nie ma długów. Za procesy z Ministerstwem Zdrowia został w niewybredny sposób zrugany przez minister zdrowia Ewę Kopacz, od której na spotkaniu z dyrektorami podkarpackich szpitali usłyszał żeby „poszedł do szkoły uczyć historii, bo to skandal, żeby dyrektorem był ktoś z politycznego nadania”.

– Liberalna z założenia Platforma Obywatelska dyskryminowała prywatną służbę zdrowia i w 2010 roku NFZ zaproponował prywatnym placówkom dużo gorsze warunki umów niż publicznym. Cięcia objęły głównie zabiegi, w których wyspecjalizowały się placówki prywatne, czyli takie, jakie można wykonać w ciągu jednego dnia: operacje okulistyczne czy ortopedyczne.

– W czasie rządów Platformy Obywatelskiej ze szkół zniknęli dentyści. NFZ nie podpisywał z nimi kontraktów, z powodu nowych procedur konkursowych. Dotychczas szkolni stomatolodzy przystępowali do konkursu jako oddzielna grupa stomatologów. Mieli określoną kwotę na kontrakty i były one dzielone proporcjonalnie do liczby uczniów, jakimi się opiekowali. Od 2011 roku szkolni stomatolodzy zostali włączeni do jednej, wspólnej grupy także z prywatnymi gabinetami. Kryteria przyjęte przez NFZ uniemożliwiły sprawiedliwą konkurencję z gabinetami ogólnodostępnymi m.in. ze względu kwestię harmonogramów, które dentyści szkolni dostosowali do potrzeb uczniów, a co za tym idzie nie były one punktowane w konkursie oraz wymóg posiadania aparatów rentgenowskich, których celowość umieszczania w szkolnym gabinecie jest bardzo wątpliwa. W efekcie większość szkolnych gabinetów nie otrzymała kontraktów.

– Posłanka Platformy Obywatelskiej Joanna Mucha stwierdziła natomiast, że starsi ludzie to kłopot, bo „chodzą do lekarza co dwa tygodnie dla rozrywki”. Odpowiadając na pytanie o limity na zabiegi, stwierdziła, że są dyrektorzy szpitali, którzy załatwiają sobie w NFZ wysokie kontrakty np. na operacje biodra. A potem nie mogą wyrobić tego limitu. „W związku z tym taki dyrektor zamierza zwozić ludzi z domu spokojnej starości, bo tam właściwie każdy kwalifikuje się na operacje biodra. Tylko jaki jest sens wykonywania takiej operacji u 85-latka, który nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje?”

– Gamma Knife, jedno z najnowocześniejszych i najdroższych urządzeń medycznych w Polsce stało ponad siedem miesięcy nieużywane, ponieważ Narodowy Fundusz Zdrowia nie opracował i nie przyznał kontraktu na wykonywanie nim zabiegów. Podobnie było z najnowocześniejszym robotem chirurgicznym Da Vinci, którym lekarze ze Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu cieli kartonowe pudła aby nie wyjść z wprawy. Powodem był brak kontaktu z NFZ na leczenie robotem, jedyną szansą na operację było znalezienie sponsora dla leczenia prywatnego.

– Za leki francuskiej firmy Servier Polska pacjenci zmuszeni byli do płacenia nawet dziesięć razy więcej niż kwota, za którą kupowały je szpitale. Odpowiadali za to urzędnicy ministerstwa zdrowia, którzy umieszczając produkty tej firmy na liście leków refundowanych, wynegocjowali tak niekorzystne dla budżetu państwa i pacjentów ceny. Według obowiązującego wtedy prawa nie było obowiązku raportowania cen leków przez szpitale, urzędnicy więc mogli w ogóle nie orientować się w rynkowych cenach leków.

– Rozporządzeniem ministra zdrowia z dnia 24 stycznia 2011 roku, apteki nie mogą destylować wody, ponieważ leki wyprodukowane za pomocą takiej wody nie są refundowane. Oznacza to, że apteki zmuszone zostały do kupowania wody destylowanej w koncernach farmaceutycznych.

– Od 2012 roku leki refundowane można kupić tylko w aptece, która podpisała umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. To pomysł Ministerstwa Zdrowia na gwarancję równego dostępu do leków. W umowach, które podpisywano z aptekarzami zapisano, że NFZ może nałożyć na aptekę karę sięgającą 5-10% kwoty refundacji (od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych) np. za to, że apteka sprzedała lek na podstawie źle wypełnionej recepty. To może doprowadzić nawet do bankructwa aptek.

– Początek 2012 roku pokazał bałagan jaki panował w NFZ w związku z receptami. Wprowadzono nowe, 22 cyfrowe numery recept. Lekarze, którzy aktualizowali swoje oprogramowanie, nie mogli drukować recept, bo NFZ nie zdążył przydzielić im nowej numeracji. A ci, którzy wystawiali recepty na starych drukach, robili to niezgodnie z przepisami. Pacjent z taką receptą mógł w ogóle nie kupić leku, ponieważ apteki, które pracowały na nowym oprogramowaniu, miały problemy z zarejestrowaniem druku ze starym numerem w systemie. Jednak początek roku to nie tylko zamieszanie z receptami. Wiele lekarzy nie otworzyło swoich gabinetów z powodu nie podpisanych kontraktów z NFZ.

– Opracowanie Health Barometer, przygotowane w 2011 roku przez Europe Assistance oraz francuski instytut Cercle Sante Societe wskazywało, że ponad jedna trzecia Polaków odkładała lub odwoływała wizytę u lekarza z powodów finansowych. Dla porównania: z lekarza z powodu braku pieniędzy musiało zrezygnować tylko 6% Czechów i Brytyjczyków oraz 5% Szwedów i Hiszpanów. Jeszcze w 2009 roku liczba Polaków, którzy odwołali wizytę z powodów finansowych wynosiła 13%. W 2011 roku było to aż 36%.

– Odchodząc z resortu zdrowia minister zdrowia Ewa Kopacz odebrała cukrzykom refundację pasków do glukometrów. Minister zdrowia wyjaśniła, że „pacjenci w większości nadużywali samokontroli w zakresie pomiaru cukru we krwi, a płacił za to resort”. Opakowanie, które na receptę kosztowało około 3 złotych, po cofnięciu refundacji kosztowało około 30 zł.

– Jako minister zdrowia Ewa Kopacz odpowiedzialna też jest za refundowanie przestarzałej metody leczenia wirusowego zapalenia wątroby typu B. Refundowana lamiwudyna dla niektórych chorych jest wręcz szkodliwa, ponieważ 75% osób leczonych tym lekiem po 5 latach dochodzi do mutacji wirusa”. Część chorych kupowała więc nowsze i bezpieczniejsze leki za własne pieniądze, ale nie wszystkich na to stać. Leczenie WZW typu B lamiwudyną jest więc o wiele kosztowniejsze niż refundacja nowoczesnego leku. Konsekwencją jest konieczność finansowania późniejszych powikłań, terapii skojarzeniowych, a nawet przeszczepu wątroby.

– W 2011 roku Ministerstwo Zdrowia obniżyło limity refundacji dla 1055 leków, natomiast podwyżek dokonano w 299 przypadkach. Ceny niektórych medykamentów uległy obniżce, jednak było ich zdecydowanie mniej. Wzrosły m.in. ceny lekarstw na raka, cukrzycę, astmę, dla osób po zawale, przebytym udarze czy z chorobą tętnic. Ponad dwukrotnie podrożały lekarstwa dla osób z zaburzeniami psychicznymi, jak schizofrenia.

– Od 1 stycznia 2011 roku szpitale oprócz polis OC musiały posiadać nowe polisy od błędów medycznych. Miało to umożliwiać szybką wypłatę odszkodowań pokrzywdzonym pacjentom. Tylko PZU oferowało taki produkt, w dodatku bardzo drogi, bo stawki dochodziły do 800 tys. zł. Dyrektorzy szpitali odmawiali więc wykupu polis. Zgodnie z ustawą placówka, która nie ma takiej polisy z własnego budżetu musiała pokryć wysokość odszkodowania, które pacjentowi przyznawała wojewódzka komisja ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Brak polisy mógł też spowodować zerwanie kontraktu przez NFZ.

– Kierowcy karetek z krakowskiego pogotowia zostali ukarani pieniężnie za przekroczenie limitów zużycia paliwa w karetkach, ponieważ jeździli „nieekonomicznie”. Jednocześnie limity zużycia paliwa nie dotyczyły urzędników. Krakowski NFZ rozpisał wtedy przetarg na 70 tys. litrów paliwa do służbowych limuzyn.

– W Polsce brakuje lekarzy, a Ministerstwo Zdrowia aby rozwiązać ten problem zaproponowało likwidację staży i skrócenie edukacji lekarzy. Rozwiązanie takie mogło spowodować braki w wykształceniu i pogorszenie jakości leczenia.

WOŚP w jednej z licytacji zbierała pieniądze na pompy insulinowe dla kobiet w ciąży. Jednak z powodu wadliwej ustawy refundacyjnej szpitale mogły nie otrzymać tego sprzętu. Art. 49 ust. 3 ustawy refundacyjnej zabraniał przekazywania jakichkolwiek zachęt, w tym darowizn i użyczeń, które odnoszą się do leków refundowanych. Pompy insulinowe podawały leki podlegające refundacji.

– Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia od 2007 roku pracowało nad budowanym za unijne pieniądze systemem platforma P1 o wartości 712 mln zł. Miał on gromadzić wszystkie dane o wizytach lekarskich, chorobach i zrealizowanych receptach. Jednak kolejne kontrole resortów zdrowia, rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych i administracji oraz NIK wykazały przy jego realizacji wiele nieprawidłowości, jak np. uchybienia przy przetargach, opóźnienia, marnotrawienie pieniędzy, brak merytorycznych pracowników. Do Centrum wkroczyła policja, finansowanie zostało wstrzymane, a Komisja Europejska groziła, że nie da obiecanych pieniędzy.

– Zdaniem służb celnych karetki pogotowia nie są samochodami specjalnymi, wyłączonymi z opodatkowania, ale zwykłymi autami osobowymi, służącymi do przewozu osób. Dlatego zaczęli doliczać do ich ceny także akcyzę. Cena jednej karetki, w zależności od wyposażenia, wahała się między 120 a 300 tys. zł. Stawka akcyzy wynosiła 18,6%. W praktyce więc od pojazdu wartego 150 tys. zł trzeba zapłacić dodatkowo prawie 28 tys. zł (plus VAT). Pieniądze te muszą wyłożyć szpitale i stacje ratownictwa, co sprawiło, że były zmuszone zakupić mniej sprzętu.

– Przez zaniedbania Ministerstwa Zdrowia chorzy na raka płuc musieli czekać na leki tygodniami, a część leków nie była w ogóle dostępna. Ministerstwo Zdrowia, wprowadzając ustawę refundacyjną, nie zdążyło na czas przygotować wszystkich przepisów dotyczących leczenia raka płuc. W efekcie powstał taki galimatias prawny, że najbardziej standardowe, podstawowe leki na raka płuc były traktowane jak niestandardowa chemia. W przypadku każdego pacjenta lekarz musiał kilkakrotnie wypełnić 7-8 stron dokumentów. I czekać na zgodę konsultanta i NFZ na zastosowanie terapii. Wystarczyła najdrobniejsza pomyłka, a dokumenty wracały i procedura znowu się wydłużała.

Nowe przepisy sprawiły też, że chorzy nie mieli dostępu do jednego z podstawowych leków na raka płuc. Ministerstwo nie dogadało się z producentem i w efekcie lek nie był praktycznie dostępny w Polsce. Ministerstwo Zdrowia wprowadziło też dodatkowy wymóg: przed zastosowaniem niektórych leków trzeba przeprowadzić badanie genetyczne nowotworu, które w Polsce trwa bardzo długo.

– Mazowiecki NFZ przeniósł się do nowej siedziby, którą wynajmował od firmy SGI Baltis. Nowa siedziba przy ul. Czerniakowskiej miała 8,7 tys. m² biur.  NFZ nie chciał podać kwoty za jaką wynajmuje biura, ponieważ obawiano się, że zrobi się z tego afera.

– Ordynator chirurgi w szpitalu w Goleniowie stracił pracę tuż po podpisaniu nowego kontraktu. Powodem było nieuprzejme potraktowanie męża posłanki PO Magdaleny Kochan, wiceprzewodniczącej zachodniopomorskiej PO. Magdalena Kochan zadzwoniła po tym incydencie do partyjnego kolegi starosty goleniowskiego Tomasza Stanisławskiego. Później tłumaczyła, że chciała tylko dowiedzieć się kto miał dyżur, kiedy jej mąż zjawił się na zmianę opatrunku. Następnego dnia dr Andrzej Miczko został zwolniony.

– Zgodnie z ustawą, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych górskie ratownictwo ma finansować w całości. Nie wypłacano jednak GOPR i TOPR pieniędzy, nie zostały nawet podpisane umowy. Od początku 2012 roku akcje ratunkowe były finansowane ze środków, które udało się zgromadzić w 2011 roku. Nie było pieniędzy na wypłaty, ZUS i paliwo, a MSW nie potrafiło powiedzieć, kiedy przekaże ratownikom środki finansowe na działalność. TOPR, by móc funkcjonować, musiał w styczniu 2012 roku zaciągnąć 300 tys. zł kredytu, z którego m.in. wypłacił ratownikom pensje.

– Kierowane przez Ewę Kopacz Ministerstwo Zdrowia z obowiązujących przepisów dotyczących badań lekarskich kierowców i osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami wykreśliło zdanie, że „osoby poważnie niedosłyszące, głuche (…) lub głuchonieme mogą kierować pojazdem”. Tym samym Polska stała się jedynym krajem w Europie, gdzie głusi nie mogą zdobyć prawa jazdy. Przykładowo w Szwecji głusi mogą być nawet zawodowymi kierowcami, ponieważ nie ma żadnych badań ani statystyk, które mówiłby o tym, że niesłyszący są gorszymi kierowcami.

– 1 marca 2012 roku weszła w życie nowa lista leków refundowanych. Minister zdrowia poinformował, że na nowej liście leków refundowanych znalazło się 216 nowych pozycji. Według farmaceutów to fikcja. W przeważającej ilości za nowe medykamenty uznano specyfiki już refundowane, ale w większych opakowaniach. Na przykład lek na nadciśnienie był refundowany w pudełkach po 28 tabletek. Na listę wprowadzono dokładnie ten sam lek, tylko w innym opakowaniu. Ministerstwo zdrowia chwaliło się też, że ceny leków zmalały, jak się okazało tylko niektórych i tylko o kilkanaście groszy.

– Według nowych przepisów, które weszły w życie w połowie 2012 roku, działalność lecznicza jest działalnością gospodarczą, czyli szpitale, hospicja i domy pomocy powinny na siebie zarabiać. Tuż przed wejściem przepisów dyrektorzy placówek leczniczych nie byli poinformowani jak będą traktować ich organy kontrolne. Czy będą zwolnieni od podatku i czy obywatele nadal będą mogli przekazywać 1% podatku.

– Po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami na miejscu tragedii pojawiły się tylko dwa Eurocoptery – z Warszawy i Wrocławia. Nie wyleciały śmigłowce ze znajdujących się znacznie bliżej baz w Łodzi, Kielcach i Krakowie, ponieważ tylko trzy bazy na terenie kraju dyżurowały po zmroku – Warszawa całą dobę, Wrocław i Gdańsk do dwudziestej trzeciej. Pozostałe bazy dyżurowały do zachodu słońca.

– Mimo gotowości do rozmów firm farmaceutycznych resort zdrowia nie podjął negocjacji i chorzy na alzheimera za długo działające plastry, które pozwalają zastąpić zwykłe tabletki zapłacili więcej – 270zł. Na poprzedniej liście refundacyjnej kosztowały 90zł. Plastry dla chorych na alzheimera zdrożały 1 stycznia 2012 roku. 10 dni później ich producent złożył w ministerstwie Bartosza Arłukowicza wniosek o zmianę decyzji cenowej. Od tamtej pory, czyli przez prawie trzy miesiące, nie doszło do żadnych rozmów na ten temat. Ze strony resortu nie było żadnego odzewu – mimo że do ministerstwa w lutym i marcu trafiło jeszcze siedem oficjalnych pism. W sumie producent 8 razy próbował skłonić urzędników resortu do rozmów na temat plastrów.

Prezes Polskiego Towarzystwa Alzheimerowskiego informował, że z terapii przy użyciu plastrów musiało rezygnować aż 70% chorych na alzheimera, którzy wymagali podawania leku właśnie w ten sposób. Z około 300 tysięcy chorych na alzheimera w Polsce leczenia plastrami wymagał mniej więcej co trzeci. To osoby, które nie mogą przyjmować tabletek albo np. z powodu urojeń odmawiają ich przyjmowania. Plastry ułatwiały opiekę i dawały kontrolę nad chorym. Pozwalały unikać wielu objawów niepożądanych, pozwalały opiekunom podawać w regularny sposób lek.

CBA prowadziło śledztwo w Ministerstwie Zdrowia, w sprawie korupcji przy wprowadzaniu na listę leków refundowanych preparatu dla dzieci ze skazą białkową. Doniesienie w związku ze sprawą w złożyło Stowarzyszenie Lekarzy Praktyków. Zastanawiający był drastyczny wzrost ceny Nutramigenu 1 i 2 w momencie wejścia na listę leków refundowanych, dopłata NFZ do preparatu wzrosła ponad dwukrotnie w wyniku czego pacjent zapłacił mniej, ale państwo dokładało więcej.

– Rada Przejrzystości opiniuje leki na listy refundacyjne. Bez jej opinii ministrowi zdrowia nie wolno wpisywać na listę refundacyjną nowych leków. Nie może też zdecydować, by jakiś lek już na nią wpisany dostawała ze zniżką większa niż dotąd grupa chorych. Jednak Rada nie dostała wynagrodzenia za swoją pracę, bo minister zdrowia nie podpisał rozporządzenia w tej sprawie. Eksperci nie chcieli pracować za darmo i padła propozycja ze strony członków Rady aby zawiesić jej prace do czasu aż minister zdrowia Bartosz Arłukowicz wreszcie wyda rozporządzenie o wynagrodzeniu dla ekspertów.

– W Europejskim Konsumenckim Indeksie Zdrowia (EHCI), międzynarodowym rankingu z 2012 roku badającym jakość usług medycznych, Polska zajęła 27 miejsce w Europie na 33 zbadane kraje. Polskę wyprzedziły takie kraje jak Słowacja czy Litwa. Autorzy badania analizowali pięć kluczowych dla konsumentów obszarów: prawa pacjenta i dostęp do informacji, czas oczekiwania na leczenie, wyniki leczenia, profilaktyka/zakres i zasięg oferowanych usług oraz dostępność leków. Najgorzej oceniony został dostęp do nowoczesnych leków. Zwracano też uwagę na takie problemy jak wysoka umieralność na raka oraz czas oczekiwania na wizytę u lekarza i na zabiegi w szpitalu. Średnia oczekiwania na zabieg chirurgiczny wszczepienia by-passów w Polsce to trzy miesiące, w Niemczech dwa – trzy tygodnie.

– Ministerstwo Zdrowia wydało 1,8 mln złotych tylko przez pierwsze trzy miesiące 2012 roku na refundację leku, który był dostępny bez recepty. Chodziło o Furaginę, a leku nie można było skreślić z listy refundacyjnej, która obowiązywała przez dwa lata. Jedynym rozwiązaniem było przeczekanie do wydania nowej listy leków refundowanych.

– Najważniejsze organizacje lekarskie w Polsce powołały w 2012 roku sztab kryzysowy. Wezwał on medyków i świadczeniodawców do niepodpisywania umów z NFZ na wystawianie recept refundowanych. W skład sztabu weszli: wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel, Agnieszka Rubinowska ze Stowarzyszenia Lekarzy Praktyków, Andrzej Grzybowski z Polskiej Federacji Pracodawców Ochrony Zdrowia. Sztab powstał w sprzeciwie przeciwko prezesowi NFZ Jackowi Paszkiewiczowi, który samowolnie wprowadził do umów zapisy dotyczące karania lekarzy, pomimo że zostały one usunięte z ustawy refundacyjnej.

– Śląski NFZ podpisał kontrakty ze szpitalami, które nie były gotowe na przyjęcie pacjentów. Za to renomowane placówki dostały mniej pieniędzy i musiały chorych odesłać z kwitkiem. Sprawa wyszła na jaw, gdy konkurujące ze sobą szpitale wynajęły detektywa. Sprawą zajęło się Centralne Biuro Antykorupcyjne.

– W maju 2011 roku, Zbigniewa Nowodworska, szefowa wielkopolskiego NSZ została odwołana ze stanowiska m.in. za nieprawidłowości przy podpisaniu kontraktów na działanie szpitalnych oddziałów ratunkowych i izb przyjęć oraz nieprawidłowości przy zamówieniach publicznych. W dniu odwołania przedstawiła zwolnienie lekarskie, na którym przebywała co najmniej 14 miesięcy. Co miesiąc dostawała co najmniej 6,4 tys. zł chorobowego. Tymczasem maksymalna długość chorobowego to 182 dni. Jedyna możliwość, by być na zwolnieniu dłużej, to odzyskać zdolność do pracy choćby na jeden dzień i później zachorować na coś innego. Nie wiadomo na co chorowała Zbigniewa Nowodworska, ale choroba nie stanowiła przeszkody, aby prowadzić wywiady z lekarzami dla telewizji WTK.

Zbigniewa Nowodworska należała wtedy do Platformy Obywatelskiej. Wygrała konkurs na szefa NFZ w Poznaniu, choć formalnie nie spełniała warunków – nie miała wymaganego wykształcenia więc o akceptację jej kandydatury w Radzie Społecznej wielkopolskiego oddziału Funduszu poprosił prezes NFZ Jacek Paszkiewicz.

– 20 tysięcy złotych kosztował Ministerstwo Zdrowia wynajem od marca do czerwca apartamentu w rządowym hotelu „Parkowa” dla wiceminister Agnieszki Pachciarz. Ponieważ wiceminister mieszkała pod Poznaniem, w Warszawie miała prawo do korzystania ze służbowego mieszkania, jednak skorzystała z hotelu, co kosztowało kilka razy więcej niż umieszczenie jej w służbowym mieszkaniu.

Dyrektywa UE mówiła, że można się leczyć w całej UE, a krajowy ubezpieczyciel (w Polsce NFZ) ma zwrócić pacjentowi koszty świadczenia do wysokości, jaką płaci lokalnym placówkom. Jednak wtedy NFZ utraciłby kontrolę nad wydatkami na leczenie i Polska chciała skorzystać z możliwości, którą daje dyrektywa – wprowadzenia urzędowej zgody na świadczenia: wymagające co najmniej jednodniowej hospitalizacji albo bardzo drogie. Czyli to NFZ musiałby wydać zgodę na leczenie za granicą konkretnego schorzenia.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz odwołał prof. Jerzego Szaflika z funkcji krajowego konsultanta w dziedzinie okulistyki z powodu rzekomych nieprawidłowości w przeszczepach rogówek. Resort skierował sprawę do CBA, a biuro przekazało ją prokuraturze. Z sugestią, że mogło dojść do naruszenia ustawy transplantacyjnej. Jednocześnie „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł, w którym na podstawie anonimowych źródeł zarzucono prof. Szaflikowi, że wykorzystując stanowisko, z naruszeniem prawa „podbierał” rogówki do przeszczepów z warszawskiego Banku Tkanek Oka i przekazywał je swojej prywatnej klinice OkoLaser w Warszawie.

Okazało się, że wbrew zarzutom rogówki do przeszczepów nie pochodziły z warszawskiego Banku Tkanek. Jedyną nieprawidłowością w działaniu kliniki OkoLaser było nieuzyskanie zgody resortu zdrowia na przeprowadzone przeszczepy rogówki. Ale nie było to przestępstwo i odpowiadał za to dyrektor szpitala, a nie prof. Szaflik. Sprawę badali i opiniowali pracownicy resortu podlegli wiceministrowi Igorowi Radziewiczowi-Winnickiemu i na podstawie tej opinii minister zdrowia odwołał prof. Jerzego Szaflika i powołał na nowego konsultanta prof. Edwarda Wylęgałę. Okazało się, że Igor Radziewicz-Winnicki i prof. Edward Wylęgała dobrze się znali, co budziło pytania dotyczące prawdziwych powodów działań resortu w sprawie prof. Jerzego Szaflika.

– Ministerstwo Zdrowia nakazało lekarzom, by przed przepisaniem antybiotyku ze zniżką wykonywali tzw. antybiogram, wykazujący działanie danego antybiotyku na bakterię. Badanie ma potwierdzić, że lekarz prawidłowo zdiagnozował chorobę i zasadnie przepisuje antybiotyk. Jednak na wynik badania trzeba czekać kilka dni, a bardzo często antybiotyk trzeba podać natychmiast. Jeśli jednak lekarz przepisze go ze zniżką, bez wykonania antybiogramu, grozi mu kara finansowa nakładana przez NFZ. Głównym powodem wprowadzenia nowego przepisu wydawało się być ograniczenie środków na refundację antybiotyków, która z roku na rok się zwiększała.

– Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, odpowiedzialnemu za realizację programów unijnych w służbie zdrowia zarzucono zaniedbania i nadużycia w projekcie związanym z informatyzacją. Miało też problem z wydatkowaniem pieniędzy z XII priorytetu programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Prawie 7 mln zł z niego przekazało na zakup karetek dla szpitala w Rykach, który pieniędzy nie rozliczył. Przez półtora roku CSIOZ nie ubiegało się o zwrot nierozliczonej zaliczki 7 mln złotych. Sprawą zajęła się prokuratura na wniosek ABW i Ministerstwa Zdrowia.

Resort zdrowia przeprowadził w szpitalu kontrolę w lutym 2012 roku. Wyszło wiele nieprawidłowości. M.in. to, że ze sprzętu kupionego w ramach projektu placówka korzystała w celach komercyjnych. W efekcie nakazano CSIOZ zerwanie umowy z ryckim szpitalem i odzyskanie pieniędzy. Centrum zerwało umowę, ale wyegzekwowania długu odmówiło. Stwierdziło, że nie ma prawa do wyrobienia pieczęci urzędowej okrągłej, która jest do tego celu niezbędna. Jednak pod naciskiem ministerstwa wreszcie pieczęć zamówiło. Resort obawiał się, że w związku z tą sytuacją Komisja Europejska wstrzyma wypłatę środków z programu Infrastruktura i Środowisko.

– Od 1 stycznia 2012 roku obowiązywała nowa ustawa refundacyjna, której przepisy mówiły, że przedsiębiorcy naliczają sztywne marże od limitu tj. najtańszego leku w danej grupie leków refundowanych oraz nie mogą stosować żadnych zachęt w sprzedaży leków, w tym m.in. programów lojalnościowych. Na finansach aptekarzy odbijał się też fakt, że nie mogli informować pacjentów o upustach, rabatach i ofertach specjalnych na leki sprzedawane bez recepty, chociaż np. drogerie, które sprzedają część podobnych produktów, robiły to bez przeszkód. Ustawa znowelizowała prawo farmaceutyczne i zabroniła w ogóle reklamować się aptekom. Kara za złamanie zakazu to 50 tys. zł.

Zakaz reklam powoduje, że oferta apteki nie jest dostępna dla pacjenta i nie jest mu znana. Równocześnie, przy spadających obrotach i przy spadających marżach, apteki mają mniej mechanizmów, aby konkurować pomiędzy sobą. Zakazano również prowadzenia różnego rodzaju programów zdrowotnych, które też z punktu widzenia pacjenta były bardzo cenne, bo obniżały koszty leczenia.

– Grzegorz Cessak został prezesem Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w 2009 roku. Zastąpił na tym stanowisku Leszka Borkowskiego. Ówczesny wiceminister zdrowia Marek Twardowski ujawnił, że ABW prowadziła postępowanie w związku z decyzjami Borkowskiego, który miał odmówić rejestracji leku. Według mediów miało na tym zależeć Ministerstwu Gospodarki kierowanemu przez Waldemara Pawlaka. Jak podała „Gazeta Polska”, aby zastąpić Leszka Borkowskiego Grzegorzem Cessakiem miał też naciskać właśnie Waldemar Pawlak. Ojciec nowego prezesa, Mirosław Cessak, był dyrektorem pionu sprzedaży firmy farmaceutycznej Hand-Prod. Od czasu kiedy syn objął kierownictwo urzędu, spółka, w której pracuje ojciec, dostała prawie 30 pozwoleń na import medykamentów.

– Na koniec 2012 roku w kasie NFZ brakowało 1,7 mld złotych, gdyż z powodu spowolnienia gospodarki wpływało do NFZ mniej pieniędzy. Kolejnym placówkom kończyły się kontrakty, ale NFZ za nadwykonania po prostu nie płacił, a więc szpitale nie przyjmowały pacjentów i nie zapowiadało się, że sytuacja poprawi się w następnym roku.

– Na listę refundacyjną trafił w końcu 2012 roku fingolimod, nowoczesny preparat dla osób chorych na stwardnienie rozsiane. Jednak przez opieszałość Narodowego Funduszu Zdrowia chorzy nie mieli dostępu do tego leku. NFZ nie wydał koniecznych decyzji i kurację pacjenci mogli rozpocząć dopiero pod koniec lutego 2013 roku.

– Ministerstwo Zdrowia omal nie doprowadziło do upadku firmy istniejącej na rynku od 1990 roku,  produkującej pasty i plastry borowinowe, sprzedawane głównie do uzdrowisk. Firma Biochem z Bochni od początku istnienia posiadała certyfikat rejestracyjny i zezwolenie na wytwarzanie produktu leczniczego i pozwolenie na dopuszczenie do obrotu, podlegała nadzorowi Głównego Instytutu Farmaceutycznego. W październiku 2012 roku minister zdrowia wydał rozporządzenie, w którym dopuszczał do refundacji tylko te produkty, które wytwarzane były z borowiny pobieranej na terenie uzdrowisk. Biochem pobierał surowiec z Czarnego Dunajca, który dopiero ubiegał się o status uzdrowiska.

Paradoks tej sytuacji polegał na tym, że właściwości lecznicze borowiny z Dunajca zostały zweryfikowane w procesie rejestracji produktu leczniczego. Potwierdzały to też liczne certyfikaty i badania, także te wydane przez Ministerstwo Zdrowia. Produkty Biochemu, spełniając wymogi obowiązujące dla produktu leczniczego, poddane też były znacznie ostrzejszym rygorom niż borowina pochodząca z uzdrowiska. Firma musiała zwolnić połowę swoich pracowników, ponieważ uzdrowiska zmuszone były kupować inną tańszą, bo refundowaną borowinę z praktycznie jednego źródła.

– Posłanka Elżbieta Radziszewska z Platformy Obywatelskiej podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia zaproponowała wprowadzenie opłat za nieuzasadnione wezwanie karetki i wizyty na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Według niej kolejkom i przepełnieniu na ratunkowych oddziałach winni byli sami pacjenci. Jak stwierdziła, ludzie w szpitalach „cwaniaczą” udając się na szpitalne oddziały ratunkowe.

NFZ płacił mniej niż do tej pory za leki dla osób z przewlekłą białaczką i szpiczakiem mnogim, w ramach chemioterapii niestandardowej. Szpitale zaczęły więc rezygnować z kosztownego leczenia, aby się nie zadłużać. Ta była zmiana to efektem nowej wyceny leków, którą Ministerstwo Zdrowia zamówiło w Agencji Oceny Technologii Medycznych.

Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz zdecydował o wymianie druków recept w 2013 roku. Decyzja ta była zaskakująca, ponieważ nowe druki recept były wprowadzone całkiem niedawno. Nowe recepty, rzekomo nie do podrobienia kosztowały podatników 60 mln złotych.

– Nowoczesny, wybudowany nakładem milionów złotych pochodzących z publicznych pieniędzy oddział onkologiczny szpitala w Ostrołęce, wyposażony w najnowsze zdobycze medycznej technologi niszczał nieużywany, ponieważ Narodowy Fundusz Zdrowia już drugi rok z rzędu nie rozpisał kontraktu dla ostrołęckiej placówki. Istniała realna groźba, że kontrakt nie zostanie też rozpisany na 2014 rok, co oznacza, że szpital stałby nieużywany przez trzy lata!

Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z 2013 roku wykazała, że jedna trzecia sprzętu medycznego kupionego za unijne pieniądze była źle wykorzystana. Aż jedna trzecia skontrolowanych przez NIK szpitali, które zakupiły specjalistyczny sprzęt, nie wykorzystała go tak, jak planowała we wnioskach o dofinansowanie. Liczba faktycznie udzielonych świadczeń była niższa (a niekiedy dużo niższa) od przewidywań. Z raportu wynikało, że w jednych miejscowościach specjalistycznego sprzętu brakuje, a w innych jest go zbyt dużo. „W wielu placówkach unijne projekty przygotowano niedbale: brakowało np. wykwalifikowanej kadry, uprawnionej do obsługi zamówionych urządzeń, a także odpowiednio przystosowanych gabinetów i laboratoriów, choć dofinansowanie można było przeznaczyć także na adaptację pomieszczeń. Opóźniało to dostawy, instalację i uruchomienie zakupionej aparatury” – można było przeczytać w raporcie NIK.

Nowoczesne i specjalistyczne urządzenia przez wiele miesięcy stały niewykorzystane, a zamiast oczekiwanej poprawy doszło nawet do pogorszenia sytuacji finansowej niektórych szpitali, ponieważ musiały ponosić koszty m.in. amortyzacji sprzętu. Np. w szpital w Częstochowie zakupił w 2008 roku angiograf za ok. 2,5 mln zł, ale zapomniano, że placówka nie posiada odpowiedniej kadry do obsługi sprzętu. Przez rok angiografu nie użyto ani razu. Później używano go bardzo rzadko, dlatego w 2012 roku NFZ nie podpisał kontraktu z placówką na badania na tym sprzęcie.

Wyniki kontroli pokazały, że niektóre szpitale kazały sobie płacić za badania diagnostyczne, co było niezgodne z prawem, gdyż „aparatura dofinansowana ze środków unijnych mogła być wykorzystywana wyłącznie do udzielania świadczeń w ramach kontraktu z NFZ”. Natomiast  Robot chirurgiczny „Da Vinci” wykonywał zaledwie 10% swoich możliwości, ponieważ NFZ nie chciał więcej płacić.

– W Polsce czeka się bardzo długo na wizytę u specjalisty. Przykładowo pacjent na wizytę u kardiologa musiał czekać rok, a czasem nawet dwa lata, jak to zdarzyło się w Lublinie. Dziennikarze „Faktu” postanowili sprawdzić jak długo czekają na wizytę u kardiologa ministrowie. Zadzwonili do przychodni chcąc umówić się na wizytę, termin za rok. Chwilę później zadzwonili umawiając wizytę dla ministra i usłyszeli, że minister może przyjść na wizytę następnego dnia. Nikt nawet nie zapytał o nazwisko czy PESEL, które muszą podawać zwykli pacjenci.

– W 2014 roku NFZ przeznaczył na podwyżki dla swoich urzędników 6,5 mln złotych. Tymczasem na leczenie stomatologiczne w budżecie NFZ na 2014 roku przeznaczono o 17 mln złotych mniej niż w roku 2013. Na leczenie szpitalne przeznaczono prawie o 8 mln złotych mniej. Obcięte zostały także fundusze na refundację leków, aż o 127 mln zł.

– W Regionalnym Szpitalu Specjalistycznym w Grudziądzu, podczas wstawiania stentu przy operacji tętniaka mózgu doszło do komplikacji u pacjentki. Ze względów bezpieczeństwa zabieg przerwano. Oznaczało to jednak, że kobieta musiała przejść kolejną operację założenia specjalnej spirali zamykającej tętniaka. Przerwany zabieg miał miejsce w czerwcu 2013 roku. W sierpniu 2013 roku, podczas wizyty kontrolnej okazało się, że druga operacja nie może się odbyć, ponieważ Narodowy Fundusz Zdrowia nie chciał pokryć kosztów. Pieniądze na oddziale neurochirurgii, w zakresie zabiegów wewnątrznaczyniowych skończyły się w lipcu.

Narodowy Fundusz Zdrowia nie prowadził statystyk szpitali, co jest normą na całym świecie. Urzędnicy tłumaczyli, że nie chcą oceniać lekarzy. W Polsce pacjent ma prawo wyboru, w której placówce chce się leczyć. Jednak przez to, że NFZ nie prowadził statystyk można było sprawdzić jaka jest np. śmiertelność w danym szpitalu.  Jeden z tygodników opublikował ranking oparty na statystyce skarg, które trafiły do Stowarzyszenia Primum Non Nocere, zajmującego się ofiarami błędów lekarskich. Skończyło się to pozwaniem tytułu do sądu. Choć pozew został odrzucony, to od tego czasu publikowano wyłącznie rankingi będące pochwałami szpitali.

Minister finansów Jacek Rostowski nie podpisał planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2014 rok. Na finansowanie świadczeń zdrowotnych miało być przeznaczone ponad 63,3 mld zł. Minister finansów nie zgadzał się z wysokością dotacji budżetowej na finansowanie świadczeń udzielonych osobom, które nie posiadają samodzielnego ubezpieczenia w NFZ, chodziło m.in. o dzieci. Plan finansowy NFZ pozytywnie zaopiniowały sejmowe komisje: zdrowia i finansów publicznych, podpisał go minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, jednak by mógł on być realizowany wymagana była akceptacja ministra finansów.

– W aptekach brakowało leków przeciwzakrzepowych, na padaczkę, preparatów obniżających poziom cholesterolu, dysków dla astmatyków, a nawet insuliny dla cukrzyków i pasków do glukometrów. Producenci je reglamentowali z obawy, że leki zamiast do pacjentów są sprzedawane za granicę. Producenci zauważyli, że ich leki, które były dużo tańsze w Polsce niż w innych krajach europejskich, były skupowane od aptek i wywożone z dużym zyskiem za granicę. Taka sytuacja miała miejsce, ponieważ nie było wystarczającego nadzoru państwa nad lekami, które były wywożone. Dopiero w tej krytycznej sytuacji rząd zaczął pracować nad zmianą prawa farmaceutycznego.

– We Wrocławiu, w przychodni przy al. Wiśniowej na wizytę u endokrynologa trzeba było czekać 7 lat. We wrześniu 2013 roku zapisy w wielu przychodniach zostały wstrzymane, bo zabrakło już środków na bieżący rok. Tak wyglądały terminy przyjęć w 2013 roku:

Endokrynolog – Terminy na 2020 rok (2 302 dni oczekiwania)
Kardiolog – Terminy na listopad 2014 rok (426 dni oczekiwania)
Okulista – Brak miejsc do końca 2014 roku (476 dni oczekiwania)
Urolog – Prowadzona była lista pacjentów oczekujących, ale wolne miejsca były dopiero za rok (365 dni oczekiwania)
Alergolog – Do końca roku brak miejsc (113 dni oczekiwania)
Diabetolog – Do końca roku nie ma miejsc ( 113 dni oczekiwania)
Ortopeda – Nawet połowa marca 2014 roku (180 dni oczekiwania)
Neurolog – Nawet kwiecień 2014 (232 dni oczekiwania)

Rekord pobiła jednak 65-letnia mieszkanka Sosnowca, która termin operacji stawu kolanowego miała za 17 lat.

 – Narodowy Fundusz Zdrowia pozwał Bartosza Arłukowicza do sądu administracyjnego. Przedmiotem sporu był plan finansowy NFZ na rok 2013. Szefowa Funduszu Agnieszka Pachciarz domagała się wzrostu dotacji z budżetu o niemal miliard złotych na osoby nieubezpieczone. Sejmowe komisje finansów i zdrowia negatywnie zaopiniowały ten plan. Braki w NFZ wynikały ze zmiany sposobu weryfikacji pacjentów i wprowadzenia systemu eWUŚ. Wykazał on wzrost pacjentów nieubezpieczonych, którzy mają jednocześnie prawo do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej.

Dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie tzw. transgranicznej opieki medycznej zobowiązała państwa członkowskie do przygotowania przepisów umożliwiających swobodny dostęp mieszkańców wspólnoty do usług medycznych świadczonych w ramach systemu społecznej opieki zdrowotnej w państwach UE. Oznaczało to, że Polak opłacający składkę zdrowotną mógł udać się na leczenie do Niemiec, a za to zapłacić miał NFZ. Jednak minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nie przygotował odpowiednich rozwiązań prawnych. Komisja Europejska. Zagroziła rządowi, że jeżeli nie wprowadzi odpowiednich przepisów, to sprawę skieruje do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Według projektu przygotowywanego przez Bartosza Arłukowicza koszty wprowadzenia dyrektywy oszacowano na 367 mln zł, czyli pieniędzy wystarczyłoby dla 140 tys. osób. Resort zdrowia nie zamierzał też płacić np. za szczepienia.

– Nową dyrektorką śląskiego oddziału NFZ została Ewa Momot, 40-letnia prawniczka bez żadnego doświadczenia w zdrowiu. Od kandydatów na szefów oddziałów NFZ wymaga się pięcioletniego doświadczenia na stanowisku kierowniczym, najlepiej w zdrowiu. Ewa Momot przez trzy lata była kierowniczką referatu nadzoru w wydziale zdrowia śląskiego urzędu marszałkowskiego, gdzie kierowała pracą 12 osób, a wcześniej była kierowniczką działu organizacyjnego w Miejskim Ośrodku Sportu w Oświęcimiu. Była też w radzie nadzorczej tamtejszego PKS-u i w radzie składowiska odpadów. Według „Gazety Wyborczej” o jej wyborze na to stanowisko zdecydowało wyłącznie poparcie Platformy Obywatelskiej.

– Mirosław Jeleniewski, wicedyrektor do spraw medycznych mazowieckiego oddziału NFZ został zwolniony z pracy. Oficjalnym powodem wypowiedzenia umowy była „utrata zaufania do pracownika”. Mirosław Jeleniewski próbował zawiadomić organy ścigania o aferze korupcyjnej z udziałem wiceministra zdrowia Sławomira Neumanna. 31 grudnia 2013 roku dyrektor NFZ Adam Twarowski podpisał decyzję przyznającą Sensor Cliniq 13,6 mln zł kontraktu na rok 2014. Zrobił to 11 dni po tym, jak umowa już wygasła i wbrew opiniom pracowników MOW NFZ. Została też podpisana decyzja zmniejszająca finansowanie dla szpitali powiatowych w Grójcu i Ostrołęce. Ograniczono finansowanie stacji dializ, programów chemioterapii i innych, którymi zajmowała się właśnie Sensor Cliniq, czyli klinika mogła odnieść z tej decyzji korzyści. Wcześniej wiceminister zdrowia Sławomir Neumann kierował do NFZ pisma, w których upominał urzędników NFZ za opieszałość w podejmowaniu decyzji wobec Sensor Cliniq.

– Ministerstwo Zdrowia, kierowane przez Bartosza Arłukowicza poparło projekt ustawy o uzgodnieniu płci przygotowany przez grupę posłów lewicy. Ministerstwo Zdrowia popierało też finansowanie zmiany płci z publicznych pieniędzy. Według projektu procedura określenia płci ma się opierać na subiektywnym odczuciu, a biologiczne uwarunkowania mają być ignorowane. Możliwość zmiany płci mieliby posiadać pod pewnymi warunkami już 16-latkowie. Cała procedura miałaby zostać znacznie uproszczona.

Zmiana płci metrykalnej byłaby możliwa bez wcześniejszego wykonania jakichkolwiek zabiegów chirurgicznych. Budzi to wątpliwości co do zgodności z Konstytucją, ponieważ wtedy taka osoba mogłaby zawrzeć związek małżeński z osobą tej samej płci (biologicznej), a art. 18 Konstytucji, mówi o chronieniu małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. W trakcie dyskusji nad ustawą w sejmowej podkomisji zgłaszane były także dalej idące postulaty. Zaproszeni przez prezydium komisji eksperci zwracali uwagę na potrzebę zajęcia się tematem dzieci mających problem z identyfikacją własnej płci w wieku przedszkolnym i szkolnym oraz stworzenia przepisów prawnych regulujących sytuację osób, które płeć zmieniają wielokrotnie.

– Podczas rządów Platformy Obywatelskiej miała miejsce masowa akcja zagranicznych hurtowni leków, które przez kilka ostatnich lat wykupywały tanie lekarstwa w naszym kraju i wywoziły je do Niemiec i innych krajów UE, gdzie sprzedawano je o wiele drożej. Wywiezione z Polski leki warte były ok. 5 mld zł. Konsekwencją tzw. afery lekowej był brak wywiezionych do Niemiec leków, były za to droższe zamienniki, które zmuszeni byli kupować polscy pacjenci. Tej sytuacji winni byli m.in. urzędnicy z ministerstwa zdrowia, którzy dali możliwość interpretacji prawa pozwalającej na wywóz leków. Sprzedaż hurtowa leków ma ustawowo określoną sztywną marżę wysokości 5%. Jednak dyrektorzy w Ministerstwie Zdrowia wydali interpretację, stwierdzającą, że kiedy hurtownia sprzedaje leki za granicę, nie jest to już sprzedaż hurtowa i sztywna marża nie obowiązuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *