1943 r.: Akcja Erntefest

[ Powrót do historii Polski ]

Do przeprowadzonej między 3-4 listopada 1943 roku Akcji Erntefest niemiecki okupant przygotowywał się pieczołowicie już w ostatniej połowie października tego samego roku. Z racji przeprowadzania masowych egzekucji w poszczególnych niemieckich obozach na terenie dystryktu lubelskiego hitlerowscy kaci w różnych miejscach przygotowywali się równolegle.

Była ona swoistą vendettą za Powstanie w Sobiborze, jak i akcją wieńczącą Akcję Reinhardt – w jej wyniku wymordowano w ciągu kilku miesięcy na przełomie 1942 i 1943 roku ponad 1,8 mln Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białostockiego. Przystępując do Akcji Erntefest niemiecki okupant już miał bogate doświadczenie w przeprowadzaniu masowych kaźni obywateli podbitej II RP.

EGZEKUCJE NA MAJDANKU

Niemcy rozpoczęli przygotowania do mordów w tym obozie jeszcze pod koniec października 1943 roku. W tym celu nakazano za V polem wykopanie trzech rzędów rowów, w których następnie miałyby być pogrzebane ciała ofiar. Pracujących ciężko całą dobę więźniów, których Niemcy zaprzęgli do wykopania mogił żywiono zupą – była im dostępna bez jakichkolwiek limitów.

Finalnie, każdy przygotowany ich rękoma rów był długi na sto metrów, szeroki na trzy i głęboki na dwa. Niemiecki okupant wyjątkowo na lubelską akcję ściągnął kilkunastu esesmanów z takich miast, jak: Radom, Warszawa, Lwów, Kraków i Oświęcim. Jeszcze przed egzekucjami na teren samego Majdanku sprowadzono dwa wozy dysponujące megafonami i instalacją nagłośnieniową – jeden ustawiono tuż obok rowów, a drugi przy bramie wjazdowej do obozu.

Nocą poprzedzającą masowe mordy na jego teren wkroczyło ponad pięciuset wyposażonych w broń ostrą niemieckich policjantów z Lublina. Obstawili oni wszystkie pola, na których na co dzień pracowali więźniowie, zamykając im jakiekolwiek możliwe drogi ucieczki.

3 listopada, po porannym apelu rozkazano więźniom Majdanku, aby ci z nich, którzy mieli żydowskie pochodzenie ustawili się w odrębnej grupie. Po wypełnieniu polecenia tak przygotowane składy więźniów były wyprowadzane przez esesmanów w kierunku bram wyjściowych z obozu, gdzie pod blokami szpitalnymi czekały już na nich ciężarówki. Umieszczonych w nich Żydów wywieziono następnie na V pole obozowe. Tam, tuż po zwiezieniu, więźniowie dosłyszeli dochodzące spod obozowych krematoriów odgłosy strzałów z broni maszynowej – Niemcom nie udało się zagłuszyć swoich mordów puszczaną z megafonów muzyką taneczną.

Do zgromadzonych na V polu Żydów momentalnie dotarło, jaki los czeka ich samych. Kiedy niemieccy kaci zorientowali się, że Żydzi słyszący odgłosy swoich mordowanych współbraci wpadają w panikę, natychmiast rozkazali im się rozebrać i przystąpili do metodycznych mordów, które trwały od 7 rano do godziny 17 po południu. Nagim Żydom rozkazano schodzenie do wykopanych w październiku rowów i kładzenie się na ziemi. Następnie stojący nad nimi esesmani otwierali zmasowany ogień z karabinów maszynowych i mordowali kolejne partie ofiar – kolejni Żydzi zmuszeni byli układać się w rowach jeden na drugim. Wśród więźniów Majdanku znajdowało się mnóstwo kobiet i były one mordowane osobno od mężczyzn. Nieustannie zmieniały się składy komanda mordującego Żydów, a już w trakcie samych mordów na teren obozu sprowadzono Żydów z więzienia w Lublinie oraz z obozu znajdującego się przy ulicy Lipowej.

Na śmierć w Majdanku przeznaczono kilkanaście tysięcy ludzi, ale finalnie przy życiu pozostawiono ponad 300 kobiet i tyleż samo mężczyzn – byli oni zmuszenie posortować ciuchy i rzeczy osobiste po pomordowanych. W połowie kwietnia tego samego roku prawie wszystkie osoby z owego składu wysłano do Auschwitz-Birkenau, a następnie zamordowano w komorach gazowych.
Summa summarum na Majdanku Niemcy wymordowali w ramach Akcji Erntefest ponad 18 tys. ludzi.

EGZEKUCJE W TRAWNIKACH

Jednostki policji SS i niemieckich żandarmów (ok. 1100 ludzi) pojawiły się w Trawnikach 3 listopada 1943 roku między 5 a 6 rano. Oczywiście miały za zadanie otoczenie obozu szczelnym, podwójnym kordonem „bezpieczeństwa”. Ta żywa granica utworzona z niemieckich esesmanów, żandarmów i policjantów liczyła sobie m.in. 300 członków 1 Kompanii 41 Batalionu Policji. Co ciekawe, w późniejszych egzekucjach nie brali udziału funkcjonariusze samego obozu.

Po porannym apelu więźniów zagoniono grupami w stronę obozu szkoleniowego, gdzie następnie kazano im się rozbierać do naga i kierowano w stronę rowów, uszykowanych kilka tygodni wcześniej rzekomo w celach przeciwlotniczych. Także tutaj modus operandi niemieckich mordów był ten sam – Żydom kazano kłaść się na ziemi, potem na trupach współwięźniów, a następnie byli oni mordowani ogniem z karabinów.

Niemieccy egzekutorzy dokonywali także masowych egzekucji przy pomocy granatów, którymi obrzucali ociągających się Żydów. Także tutaj przebieg kaźni oprawcom umilała optymistyczna, żwawa muzyka, która miała na celu zagłuszenie odgłosów strzałów, wybuchów oraz jęków mordowanych więźniów. Tego dnia w Trawnikach życie straciła także grupa licząca sobie od tysiąca do półtorej tysiąca ludzi, którą ściągnięto z podobozu w Dorohuczy.

Niemcy zakończyli masowe mordy więzionych Żydów w okolicach godziny 15 po południu. W ich wyniku życie straciło od 6 do 12 tys. ludzi, w tym wiele kobiet oraz dzieci. Ponieważ w trakcie jej przeprowadzania kilku więźniom udało się uciec, komendant obozu, niejaki Streibl, nakazał przeszukanie jego terenu i okolic. Akcja miała kryptonim „Pokłosie” (Nachlese), a wszystkich więźniów wyłuskanych podczas jej przeprowadzania mordowano natychmiastowo.

Tuż zakończeniu egzekucji w Trawnikach, z pobliskiej fabryki marmolady i dżemów w Milejowie sprowadzono na teren obozu ponad stu mężczyzn, których zadaniem było uporządkowanie i spalenie trupów zamordowanych Żydów.

Do obozu trafiły także 54 kobiety, które były odpowiedzialne za sortowanie odzieży po ofiarach niemieckich kaźni. Kobiety te miały za zadanie pomagać w innych, różnorakich obozowych pracach pomocniczych. Zwłoki zabitych Żydów palono na stosach uszykowanych z szyn kolejowych, a odbywało się to bezpośrednio na łąkach okalających obóz.

Wspomniana grupa stu mężczyzn została rozstrzelana po wykonaniu swoich obowiązków, a zadecydował o tym osobistym rozkazem przywoływany już wyżej komendant Streibl. Kobiety odpowiedzialne za prace porządkowe przebywały w Trawnikach do maja 1944 roku, a następnie skierowano je do KL Lublin na Majdanku.

Jednym ze świadków horrendalnych wydarzeń, do jakich doszło w Trawnikach był Władysław Chrobot. Przebieg egzekucji, których był świadkiem opisał następującymi słowami:

„Około godziny siódmej rozległa się z obozu głośna muzyka megafonowa i w pewien czas potem nieprzerwane strzały z broni maszynowej oraz od czasu do czasu wybuchy granatów. (…) Zobaczyłem wyraźnie z odległości około 600 metrów, że nadzy Żydzi, popędzani, biegiem w rzędzie jeden za drugim zdążają dom wykopanych rowów, nad którymi stoi kilku żołnierzy w pewnych od siebie odstępach i z automatów strzela do tych Żydów w rowie. Mimo nieprzerwanej muzyki, strzałów z automatów i wybuchów granatów, słychać było krzyk, jęk i płacz biegnących Żydów i poganiaczy. Po Żydach stracono w ten sposób i Żydówki z dziećmi. Cała ta masakra trwała bez przerwy do około godzimy 15. (….) W około dwa tygodnie po masakrze (….) rozpoczęto palenie zwłok wydobytych z rowów (…). Potwierdził to widoczny w dzień i w nocy dym i ogień zza ogrodzenia oraz obrzydliwy smród odczuwany w całej okolicy”

W latach 60′ XX wieku, w miejscu niemieckich mordów odsłonięto pomnik z napisem:

„Tysiącom ofiar różnych narodowości, pomordowanym przez barbarzyńców hitlerowskich w obozie Trawniki w latach 1939-1945. Społeczeństwo powiatu lubelskiego”

Na skutek starań Dawida Efratiego, któremu udało się uciec z obozu w Trawnikach, 30 września 2001 roku na pomniku umieszczono dodatkową tablicę z napisem:

„W dniu 3 listopada 1943 roku Niemcy zamordowali około 10 tysięcy Żydów z różnych krajów Europy

EGZEKUCJE W PONIATOWEJ

Tutaj przygotowania do masowych mordów więźniów także rozpoczęto także pod koniec października 1943 roku. Żydów zmuszono do wykopania dwóch rowów – jeden znajdował się na terenie obozu, nieopodal siedziby jego władz, a drugi poza ogrodzeniem, na wprost bramy wjazdowej do niego. Rowy przyszykowane w Poniatowej były takiej samej długości, jak te z Majdanka (100 m), ale były od nich węższe (2 metry) oraz płytsze (miały 1,5 m głębokości).

Nocą z 3 na 4 listopada do obozu zjechali licznie esesmani i policjanci z Kraśnika, Puław oraz samego Lublina – otoczyli oni dokładnie jego teren podwójnym kordonem. Pierwszy otaczał bardzo szczelnie sam obóz i był złożony z esesmanów dysponujących bronią maszynową. Drugi kordon znajdował się w promieniu do 2 km od pierwszego i miał na celu pilnowanie, aby nikt z uciekających więźniów nie wyszedł z niego żywy.

Jak każdego dnia, także i 4 listopada 1943 roku przeprowadzono w obozie poranny apel. Następnie wszystkich obozowych Żydów spędzono do baraków, które zostały szczelnie otoczone przez uzbrojonych Niemców. Wraz z wybiciem godziny 7 rano oprawcy rozpoczęli wyprowadzanie liczących po pięćdziesiąt osób grup więźniów. Wszelkie rzeczy osobiste wraz z tymi wartościowymi Żydzi mieli rozkaz pozostawiać w specjalnie przygotowanych na ten cel walizkach i neseserach.

Po pozbyciu się jakichkolwiek rzeczy Żydzi byli zmuszeni przebiec przez szpaler agresywnych i poniżających ich esesmanów, a następnie kazano im się rozbierać. Ich odzież była błyskawicznie sortowana i odnoszona do obozowych magazynów przez kilkunastu innych, wybranych w tym celu Żydów.

Tak przygotowane grupy nagich ludzi zaganiano naprzemiennie do wykopanych uprzednio rowów, gdzie kazano im się kłaść na ziemi (a potem bezpośrednio na ciałach pomordowanych ziomków), a następnie stojący nad nimi w szpalerze SS-mani otwierali do ofiar zmasowany ogień z karabinów. Także tutaj próbowano zagłuszać krzyki zabijanych ludzi puszczaniem z głośników i obozowych megafonów żwawej, tanecznej muzyki.

Kilkuset Żydów widząc, jaki los ich czeka, zabarykadowało się w jednym z obozowych baraków. Niemcy nie próbowali zmusić ich do wyjścia – otoczyli konstrukcję esesmanami i policjantami, a następnie podpalili barak, upewniając się, że nikt nie wyjdzie z niego żywy.

W ramach tej odnogi Akcji Erntefest, w obozie w Poniatowej Niemcy wymordowali ponad 15 tys. Żydów i osób tego pochodzenia.

Akcję Erntefest niejako całościowo upamiętnia zainstalowany na Majdanku monument z przymocowaną do niego tablicą, na której widnieje napis:

„W tym miejscu 3 listopada 1943 roku rozstrzelano 18400 Żydów – więźniów Majdanka i obozów pracy w Lublinie. Ogółem 3-4 listopada w Akcji Erntefest /Dożynki/ na terenie dystryktu lubelskiego niemieckie oddziały policyjne zamordowały na Majdanku, w Trawnikach i Poniatowej około 42000 Żydów”

22 sierpnia 2018 roku niemiecki dziennik „Tageszeitung” („TAZ”), w kontekście wydalenia wówczas 95-letniego Jakiva Palija z USA do Niemiec, nazwał obóz w Trawnikach „polskim obozem”. Palij pełnił w nim funkcję strażnika.  Także amerykańska telewizja Fox News użyła tego dnia błędnego sformułowania „polski obóz” w kontekście Trawnik. Po interwencji ambasadora III RP w USA, Piotra Wilczka, Fox News sprostowała to określenie. Analogiczne kroki względem „Tageszeitung” podjął ambasador III RP w Niemczech, Andrzej Przyłębski.