1940 r.: Pacyfikacja wsi Skłoby

 

[ Powrót do historii Polski ]

Skłoby to do dzisiaj istniejąca wieś położona na skraju lasów kielecko-koneckich. Z racji tego, iż sama wieś była przed wojną szczelnie opatulona lasem i dysponowała kiepskiej jakości glebami w Skłobach mieszkało nieco około tysiąca mieszkańców. Sama wieś liczyła sobie nieco ponad 400 zabudowań. Znaczna część mieszkańców trudniła się pracami nie związanymi z rolnictwem (wyręb lasów itp.).

Niemiecki okupant pewnie nie podjąłby się Pacyfikacji wsi Skłoby, gdyby nie to, że 14 marca 1940 roku w pobliskim (5 km dalej) Hucisku pojawił się obozować Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, którym dowodził Henryk Dobrzański. Pomimo tego, że oddziały „Hubala” nigdy nie kwaterowały w Skłobach to mieli zapewnioną ze strony wieśniaków pomocmieszkańcy dostarczali żołnierzom pożywienia, paszy dla koni, a nawet kilku chłopów na ochotnika wstąpiło w szeregi polskiej partyzantki pod dowództwem „Hubala”. Niemiecki okupant miał także tutaj swoich szpiegów, ponieważ tuż po pojawieniu się polskich partyzantów w Hucisku w okolicy zauważono zwiększoną aktywność niemieckich volksdeutschów i konfidentów. Naziści również powiększyli skład osobowy i zintensyfikowali działania własnych wojskowych i policyjnych patroli.

Pacyfikacja wsi Skłoby - Hubal

Henryk DobrzańskiHubal” wraz ze swoimi żołnierzami.

W świetle późniejszych faktów Pacyfikacja wsi Skłoby wydaje się być efektem niemieckiej frustracji związanej z próbami wyrugowania „Hubala” z jego tymczasowego obozu w Hucisku. 30 marca 1940 roku niemiecka policja wspomagana przez oddziały SS przypuściły obławę na oddział Henryka Dobrzańskiego. Okupant zaatakował Hucisko, jednak poniósł spektakularną porażkę. Sam „Hubal” błyskawicznie po odparciu ataku relokował się 25 km dalej, do wsi Szałas, gdzie 1 kwietnia udało się jego oddziałowi odeprzeć niemiecką nawałę. Summa summarum Dobrzańskiemu udało się kosztem rozformowania jednostki wydostać się wraz z podopiecznymi z niemieckiego pierścienia.

Fakt, iż zorganizowane oddziały niemieckiej policji i SS nie poradziły sobie z polską partyzantką rozzłościł hitlerowskich notabli i podważył skuteczność owych jednostek. Pałający żądzą odwetu Friedrich Wilhelm Kruger, Dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie, zadecydował rozkazem o podjęciu szeroko zakrojonej akcji pacyfikacyjnej. Jej celem miały być wsie, w pobliżu których operował oddział „Hubala” – Niemcy za wszelką cenę chcieli odbudować nadszarpnięty prestiż swoich władz policyjnych, którym nie udało się zneutralizować „Hubala”. Odwet na bezbronnej ludności cywilnej miał także podbudować niemieckie morale. 31 miejscowości (z powiatów koneckiego, opoczyńskiego i kieleckiego) padło ofiarą terroru okupantów w zaledwie dwa tygodnie – cztery wsie spalono całkowicie i zamordowano 712 cywilów (wśród ofiary było sześcioro dzieci i dwie kobiety). Wieś Skłoby była jedną z miejscowości objętych niemiecką vendettą.

Tuż po nieskutecznym szturmie okupanta na Huciska zajmowane przez oddział Henryka Dobrzańskiego Niemcy wezwali na przesłuchanie sołtysa Skłobów, niejakiego Ignacego Czerwonkę. Gdy ten przybył na posterunek żandarmerii w Chlewiskach rozkazano mu utworzyć listę wieśniaków, którzy współpracowali z „Hubalem”. Czerwonka po konsultacji z lokalnymi polskimi nauczycielami oświadczył niemieckiemu okupantowi, że nie utworzy żadnej listy, ponieważ cała ludność wsi pomagała polskim żołnierzom. Była to bardzo odważna deklaracja, która, jak pokazał czas, okazała się brzemienna w skutkach, chociaż nie sposób odmówić sołtysowi honorowego postawienia sprawy. Niemieckie dowództwo było wściekłe odpowiedzią odmowną sołtysa Skłobów.

W nocy z 10 na 11 kwietnia Niemcy rozlokowali się swoją ekspedycją karną wokół Skłobów i szczelnie otoczyli wieś kordonem. Następnie członkowie SS i Selbstschutzu wspierani przez niemiecką policję porządkową rozpoczęli aresztowanie wszystkich mężczyzn obecnych we wsi, którzy byli w wieku od 15 do 60 lat. Co ciekawe i istotne w świetle późniejszych wydarzeń okupant nie sprawdzał zatrzymanym dokumentów – aresztując wieśniaków kierował się tylko i wyłącznie wyglądem fizycznym Polaków. W ręce nazistów nie dostało się zaledwie jedenastu mężczyzn, którzy odpowiednio wcześniej wyślizgnęli się z niemieckiego pierścienia otaczającego wieś.

Gdy mężczyźni ze Skłobów zostali wyłapani zagnano ich kolumną marszową do pobliskiego Stefankowa. Przez cały okres pochodu polscy wieśniacy byli dotkliwie bici kolbami karabinów przez niemieckich konwojentów. Ze Stefankowa z kolei wieśniacy trafili transportami samochodowymi do Chlewisk, gdzie umieszczono ich w szkole. Polacy zostali ustawieni w niej twarzami do ścian i byli okrutnie bici przez niemieckich oprawców za jakikolwiek objaw nieposłuszeństwa.

Aresztantom zakomunikowano poprzez tłumacza, że za chwilę poniosą karę za wspieranie oddziału „Hubala” i rozpoczęto wyprowadzać polskich wieśniaków w grupach liczących po kilka osób do innego pomieszczenia szkoły. Tam czekała już na nich komisja, w skład której wchodziło kilku niemieckich oficerów. Miała ona za zadanie przesłuchać i „rozliczyć” Polaków zwiezionych do Stefankowa ze spacyfikowanych Skłobów.

Sprawdzano personalia więźniów oraz odbierano im dokumenty (jeżeli takowe posiadali), jak i prowadzono krótkie, formalne przesłuchania. Komisja zorganizowała także selekcję, w wyniku której zwolniono chłopców mających mniej, niż 15 lat oraz nestorów, którzy przekroczyli 60 rok życia. Co ciekawe okupant zwolnił także w drodze wyjątku kilku innych mężczyzn – gajowych Adama Korczaka i Mariana Stopę, sztygara Czarnotę i leśniczego Jana Osóbkę. Warty tutaj odnotowania jest fakt, że rzekomo jeden z niemieckich oficerów (tak zeznali świadkowie) doradzał szeptem Polakom, aby odpowiednio zaniżali lub zawyżali swój wiek, co pozwoliło wielu z nim uniknąć śmierci. Pomimo tego, że Polacy skorzystali z rady niemieckiego oficera, to niektórzy z chłopców świadomie tego nie zrobili, aby pozostać z członkami swoich rodzin, ojcami i dziadkami.

Pacyfikacja wsi Skłoby - Niemcy

Niemieccy żołnierze puścili z dymem całą wieś.

Po przeprowadzonej selekcji i przesłuchaniach Niemcy rozpoczęli ostatni etap Pacyfikacji wsi Skłoby – wymordowali „wyselekcjonowanych” podczas przesłuchania mężczyzn. Miejscem ich kaźni stał się las rzucowski. Fakt, że niemiecka zbrodnia była zaplanowana udowadnia to, że już dzień wcześniej okupant zagnał lokalnych Żydów do kopania grobów dla przyszłych ofiar Pacyfikacji wsi Skłoby. Gdy mężczyźni byli transportowani ze Stefankowa na miejsce kaźni niemieckie oddziały kończyły niszczyć Skłoby – podpalili zabudowania (zniszczyli około 400 zagród), co zmusiło mieszkańców do panicznego ratowania dobytku i szukania schronienia w okolicznych wisach, u swoich krewnych oraz znajomych.

Wracając do prowadzonej w tym czasie egzekucji w lesie rzucowskim – odbywały się ona w dwóch miejscach: w odległości kilkuset (300) metrów od obecnego miejsca pomnika uwieczniającego pacyfikację (wówczas rozwidlenie szosy Przysucha-Szydłowiec) oraz przy tzw. stawach rzucowskich. Ofiary do lasu wywożono grupami liczącymi po dziesięć osób i rozstrzeliwano we wspomnianych miejscach. Na skutek nieuwagi niemieckich katów czterem Polakom udało się uratować życie – niejacy Jan Głuch, Michał Duda, Antoni Piec oraz Jan Pietras uciekli z nad mogił tuż przed rozstrzelaniem.

Ten fakt rozzłościł dodatkowo katów i zaczęli przed kaźnią wiązać ręce swoich ofiar, a także zasłaniać im oczy, często własnymi czapkami i szalikami. Jeżeli któryś z mężczyzn po oddaniu do niego strzału dawał oznaki życia był dobijany ręcznie bagnetem. Niemcy wrzucali również odbezpieczone granaty do samych mogił napakowanych ciałami ofiar. Ten etap Pacyfikacji wsi Skłoby trwał aż do pory wieczornej. Gdy Niemcy wymordowali Polaków zwerbowali lokalnych Żydów, aby przymusowo zasypywali zbiorowe groby.

Kobiety, które pozostały w Skłobach i słyszały odgłosy kaźni już następnego dnia udały się na miejsce zbrodni, aby poszukiwać ciał swoich krewnych. Odnaleziono masowe groby i ślady po przeprowadzonej egzekucji (szaliki, czapki, sprzączki od granatów, łuski nabojów itp.). Po trzech dniach starań rodziny pomordowanych dostały zgodę władz gminy w Chlewiskach na odkopanie zwłok. Zostały one pochowane w większości indywidualnie w pobliżu masowej mogiły. Kilka tygodni później Niemcy zmienili zdanie, rozkazali zdewastować świeże mogiły i zasadzić na nich drzewka. Nawet w obliczu tego rozkazu rodziny ofiar starały się oznaczać groby swoich pomordowanych krewnych.

Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce sporządziła imienną listę ofiar Pacyfikacji wsi Skłoby – zawiera ona 265 nazwisk. Istnieją także źródła podające inne szacunki liczby ofiar, od 215 do 228 osób. Kaźń urządzoną przez Niemców przeżyło do 30 mężczyzn z tej wsi. Jeszcze tego samego dnia okupant zrujnował doszczętnie inne wsie, Gałki i Hucisko – zamordowano tam 12 osób (w Gałkach) i 22 w Hucisku.

Pacyfikacja wsi Skłoby - Cmentarz

Cmentarz z monumentami, które upamiętniają Pacyfikacje wsi Skłoby.

Po zakończeniu II wojny światowej na miejscu egzekucji (przy szosie Przysucha-Szydłowiec) utworzono cmentarz wojenny, na który przeniesiono także szczątki ofiar Pacyfikacji wsi Skłoby pogrzebane uprzednio w okolicy stawów rzucowskich. Na nekropolii postawiono skrzydlaty pomnik (rozpiętość skrzydeł – 5 m) upamiętniający ową kaźń. Ponadto, w latach 60. XX wieku, władze PRL w ramach uczczenia ofiar pacyfikacji wybudowały „szkołę tysiąclecia”. Finalnie sama wieś Skłoby została w 1977 roku odznaczona Krzyżem Grunwaldu III klasy.