1943 r.: Pacyfikacja wsi Krasowo-Częstki

 

[ Powrót do historii Polski ]

Pacyfikacja wsi Krasowo-Częstki, do jakiej doszło 17 lipca 1943 roku była najkrwawszą taką akcją podjętą przez Niemców na tym obszarze Białostocczyzny, który po 1945 roku pozostał w granicach Polski. Co do przyczyn, które skłoniły okupanta do wymordowania mieszkańców wsi to wiążą się one ze starciem, do jakiego doszło 12 lipca 1943 roku w stosunkowo pobliskiej innej wsi, Krasowo-Wólce. Tam właśnie polscy partyzanci z AK stoczyli potyczkę z niemieckimi żandarmami, w wyniku której zginęło ośmiu Niemców. To właśnie bezpośrednio ten fakt popchnął okupanta do zaplanowania i przeprowadzenia Pacyfikacji wsi Krasowo-Częstki.

Wspomniany powyżej oddział polskich partyzantów, AK Obwodu Wysokie Mazowieckie, 11 lipca 1943 roku postanowił wyruszyć na akcję przeciw Niemców umoszczonym w Dąbrówce Kościelnej, a dokładnie na terenie miejscowej mleczarni. Maszerujący partyzanci zatrzymali się podczas drogi na noc we wsi Krasowo-Wólka. Bladym świtem oddziały zwiadowcze AK doniosły, że od strony zabudowań wiejskich nadciągają niemieccy żołnierze wiezieni furmankami. Najprawdopodobniej oddział okupanta pojawił się tutaj w celu poszukiwania niejakich braci Krassowskich – partyzanci odbili obu mężczyzn z aresztu w Dąbrówce (kilka tygodni przed omawianymi wydarzeniami). Istnieją także relacje świadków, które mówią, że Niemcy przybyli do Krasowa-Częstek ponieważ dostali donos konfidenta o przebywaniu tutaj polskich oddziałów AK.

Niezależnie od bezpośredniej przyczyny wizyty niemieckiego oddziału we wsi, partyzanci postanowili z braku czasu na ewakuację podjąć walkę z okupantem. Wywiązała się zaciekła wymiana ognia, która poskutkowała śmiercią trzech żołnierzy AK i ośmiu Niemców. Polacy radzili sobie całkiem nieźle, ale summa summarum byli zmuszeni do wycofania się ponieważ zaskoczony niemiecki oddział błyskawicznie wezwał posiłki.

Fakt odniesienia strat rozwścieczył niemieckie dowództwo w regionie. Podczas przeprowadzonej w Białymstoku naradzie okupant ustalił, że zostanie spacyfikowana największa wieś znajdująca się nieopodal miejsca polskiej zasadzki na żołnierzy III Rzeszy – właśnie Krasowo-Częstki. Miała to być vendetta za butę „polskich partyzantów i bandytów”. Co ciekawe, o fakcie podjęcia tego zbrodniczego planu dowiedzieli się odpowiednio wcześniej mieszkańcy wsi. Mówiąc wprost, zostali ostrzeżeni, ale jak pokazał czas, nie uwierzyli w informację o planowej pacyfikacji.

Jeszcze ciekawsze jest źródło niemieckiego przecieku. Był nim dowódca miejscowej żandarmerii, porucznik Phillip Schweiger. Ten niemiecki oficer de facto nienawidzący Adolfa Hitlera wynajął mieszkanie na miejscowej plebanii, u księdza Józefa Kaczyńskiego, w którym zamieszkiwał wraz z małżonką. Z racji niechęci do reżimu III Rzeszy ów niemiecki oficer utrzymywał przyjazne relacje z wikarym, wspomnianym ks. Kaczyńskim. I to właśnie Phillip Schweiger poinformował duchownego o tym, że brał udział w białostockiej naradzie, na której zadecydowano o Pacyfikacji wsi Krasowo-Częstki.

Przerażony „cynkiem” ks. Kaczyński udał się nawet za cichą zgodą porucznika Schweigera do samej wsi, gdzie ostrzegł jej mieszkańców. Co zaskakujące – nikt mu nie uwierzył! Miejscowi byli pewni, że jeżeli Niemcy mieliby spalić jakąś wieś, to przecież będzie to ta, w której rozegrała się bitwa z partyzantami z AK. Jak pokazał czas, logika mieszkańców zawiodła – słowom księdza o planowanej przez Niemców pacyfikacji nie uwierzyła nawet jego własna matka.

Pacyfikacja wsi Krasowo-Częstki - Józefa Kaczyńska
Matka ks. Kaczyńskiego, Józefa, zginęła wraz ze swoimi córkami (na zdjęciu w towarzystwie jednej z nich)

Informacja przychylnego względem Polaków niemieckiego oficera nie była jedynym sygnałem ostrzegawczym, jaki dochodził do uszu późniejszych ofiar. Jeden z niemieckich bauerów który zainstalował się w dworze Mazury (w pobliżu Jabłoni Kościelnej) dwuznacznie „sugerował” lokalnemu proboszczowi, że jego niemieccy rodacy podejmą vendettę względem cywilów. Duchownemu udało się tylko ostrzec Stanisława Olędzkiego, wójta gminy Nowe Piekuty – ten wraz z całą rodziną ukrył się u księdza na parafii.

Ponieważ Niemcy dokładnie zaplanowali swoją zbrodnię, w tym celu dzień przed nią, 16 lipca wysłali swoich żandarmów do okolicznych miejscowości, aby te dostarczyły im podwody – następnego ranka furmani mieli stawić się z wozami w Krasowie-Częstkach. Właściwa akcja Pacyfikacji wsi Krasowo-Częstki rozpoczęła się w nocy, z 16 na 17 lipca 1943 roku.

Uczestniczyły w niej oddziały Gestapo z Łomży, żandarmi z załóg w Dąbrówce Kościelnej, Szepietowie, Czyżewie, Nowych Piekutach i z posterunków w Wysokiem Mazowieckiem. W akcji brał także oddział Wehrmachtu i najprawdopodobniej funkcjonariusze SS. Dowódcą owej kompanii karnej był komisarz powiatowy w Łomży, Karl von Groeben, a wspierali go niejaki Thamm (komisarz gminy w Szepietowie), Gross (dowodził żandarmami w Wysokiem Mazowieckiem), jego asystent Bittman, odpowiednik z Dąbrówki Kościelnej i Szepietowa – Boeniger i komisarz rolni z tej miejscowości, w osobach Pohla i Dubnitzky’ego. Towarzyszyć im miał doówdca Gestapo z Łomży, niejaki E.K. Ennulat.

Okupant otoczył wieś podwójną tyralierą, wraz z zabudowaniami. O świcie Niemcy wkroczyli do wsi – chodzili od domu do domu i przy pomocy kolb karabinów wypędzali mieszkańców na drogę biegnącą przez środek wsi. Po jakimś czasie nadal oszołomionych wieśniaków sprowadzono do stodoły, które właścicielem był Stanisław Jankowski i tam dokonano selekcji – oddzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Następnie niemieccy oprawcy zagnali grupę młodych mężczyzn do kopania dwóch masowych mogił w pobliżu stodoły. W owym czasie nadjechały już podwody, których żądali naziści dzień wcześniej. Na furmanki załadowano wszelkie mienie pozostałe po wyłapanych mieszkańcach, w tym inwentarz żywy. Te łupy trafiły do Szepietowa, gdzie rezydował komisarz Thamm.

Gdy kaci uznali, że groby są naszykowane, około 12:00 rozpoczęli masakrę. Na początku obrzucili granatami mężczyzn stojących nad mogiłami, a następnie całe rodziny zagnane do stodoły były wywoływane i odbierano im dokumenty. Tak pohańbione ofiary były następnie zabijane na skraju grobów – strzałem w tył głowy. Niemcy selekcjonowali nawet zwłoki ofiar – kobiety i mężczyźni trafiali do odrębnych mogił. Ponadto wrzucano do nich żywcem małe dzieci. Cała Pacyfikacja wsi Krasowo-Częstki była festiwalem krwi i pożogi – Niemcy w trakcie mordów podpalali zabudowania, a w płomieniach zginęli ukrywający się mieszkańcy.

Pacyfikacja wsi Krasowo-Częstki - Stielhandgranate
Właśnie takimi modelami granatów ręcznych niemieccy kaci rozrywali mężczyzn z Krasowa-Częstek

257 Polaków stało się 17 lipca 1943 roku ofiarami tej masowej niemieckiej zbrodni. Zginęło wówczas 83 dzieci, które miały mniej, niż 17 lat, a z masakry ocalało zaledwie nastu (do 19) mieszkańców. Ocalało tylko dlatego, że w dniu pacyfikacji nie było ich w ich domach lub zdążyły uciec odpowiednio wcześniej. Niemcy ponadto spalili całą wieś – 54 stodoły, 55 domostw i 60 obór (ocalało zaledwie jedno gospodarstwo). Ponadto okupant ograbił mieszkańców z 86 koni i 183 krów.

Całokształtu niemieckiego okrucieństwa dopełnia fakt, iż cały teren po wsi został przez Niemców zaorany ponieważ planowano tam zorganizowanie folwarku. Już po II wojnie światowej Krasowo-Częstki zostały częściowo odbudowane, a wkrótce po odparci Niemców z tej linii frontu okoliczni mieszkańcy ogrodzili mogiły i oznaczyły je drewnianym krzyżem. Imienną listę ofiar masakry tuż po jej przeprowadzeniu sporządził wspominany ks. Józef Kaczyński. W samej pacyfikacji stracił on troje rodzeństwa oraz matkę, która nie chciała dać wiary jego rewalacjom o planowanej przez Niemców pacyfikacji wsi. Z inicjatywy księdza w 1946 roku stanęła w Krasowie-Częstach kaplica-mauzoleum. Wybudowano ją dokładnie w miejscu kaźni rozstrzelanych mieszkańców, a w środku umieszczono pamiątkową tablicę, na której widnieją nazwiska ofiar Pacyfikacji wsi Krasowo-Częstki.

Ponadto, w kościele św. Kazimierza w Nowych Piekutach, gdzie pracował po II wojnie światowej ks. Kaczyński zawieszono w 1983 roku ufundowany przez niemieckich parafian (z Meckenheim) tzw. „dzwon pojednania”.

Władze PRL podjęły także nieudaną próbę rozliczenia architektów owej zbrodni. Po 1960 roku Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce przesłała do niemieckiej Centrali Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu akta dotyczące omawianej Pacyfikacji wsi Krasowo-Częstki. Niestety strona niemiecka nie zareagowała – sprawcy tego masowego mordu nie zostali nigdy osądzeni i rozliczeni z dokonanej przez siebie hekatomby na wiejskiej ludności cywilnej w okupowanej Polsce.

Pacyfikacja wsi Krasowo-Częsti - Ocaleni
Mężczyźni ze wsi, którzy uniknęli śmierci podczas pacyfikacji – w środku ks. Józef Kaczyński.