1944 r.: Rzeź Ochoty

[ Strona informacyjna: Powstanie warszawskie ]

Powstanie warszawskie

 

Wraz z dniem wybuchu Powstania warszawskiego Heinrich Himmler wydał osobiście rozkaz mówiący o zniszczeniu i wymordowaniu ludności cywilnej Warszawy. W tym celu już 4 sierpnia 1944 roku wraz z godziną 10:00 na warszawską Ochotę wtargnęli żołnierze SS RONA, którymi dowodził Bronisław W. Kaminski. Sztab tej niemieckiej formacji złożonej z Rosjan (1700 żołnierzy) zainstalował się w budynku prywatnej uczelni, Wolnej Wszechnicy Polskiej, przy obecnej ulicy Banacha 2 (ówcześnie była to ul. Opaczewskiej 2a). Jeden z batalionów tej formacji za miejsce stacjonowania obrał sobie budynek Liceum im. Hugona Kołłątaja (Grójecka 93) – było to motywowane zadaniem zwalczanie sił AK na terenie jednej z ich jednostek administracyjnych, Reduty Kaliskiej.

Już pierwszego dnia po wkroczeniu SS RONA na Ochotę formacja ta przystąpiła do realizowania wspomnianego planu Heinricha Himmlera – jej żołnierze gwałcili, rabowali i mordowali ludność cywilną z ul. Opaczewskiej, a luźne bandy pijanych ronowców włamywały się do mieszkań, gdzie rabowały, gwałciły i mordowały lokatorów. Tego dnia spłonęła większość budynków mieszkalnych położonych przy tej ulicy. Także w tym dniu, ale i w następnym (4 i 5 sierpnia) dochodziło do mordowania warszawskich mieszkańców na terenach pobliskich ogródków działkowych i w piwnicach okolicznych domów, do których żołnierze SS RONA wrzucali granaty.

Kolejnym celem owianej okrutną sławą jednostki była ulica Grójecka. W dniach 4-5 sierpnia wymordowano odpowiednio 160 mieszkańców z domu przy ul. Grójeckiej 20B, 40 z ul. Grójeckiej 24 oraz kilkunastu lokatorów domów pod numerami 62 i 81.

Ponadto, rozerwano granatami ponad 70 mieszkańców domu przy ul. Grójeckiej 104 – oprawcy wrzucali je do piwnic wypełnionych ukrywającymi się lokatorami. Celem Rosjan w niemieckich mundurach byli wówczas głównie młodzi mężczyźni, których z góry podejrzewano o branie udziału w Powstaniu warszawskim.

Rzeź Ochoty 1
Funkcjonariusze SS RONA wraz ze swoimi niemieckimi szefami omawiają kolejny etap Rzezi Ochoty

 

Już drugiego dnia Rzezi Ochoty okupanci zorientowali się, że przybywa stale liczba ludzi wyrzucanych z domów i w celu ich „zagospodarowania” postanowiono o utworzeniu swoistego obozu na terenie byłego rynku warzywnego, tzw. Zieleniaka (obecnie Hale Banacha). Miał to być obóz przejściowy, z którego mieszkańcy Warszawy trafialiby następnie do kolejnego takiego obozu, tyle, że w Pruszkowie. Budki dozorców Zieleniaka zamieniono na wartownie, w budynku administracji targowiska umościła się załoga, a ucieczkę ludności uniemożliwiał mur okalający teren tak utworzonego obozu, który stał się tym samym miejscem kaźni warszawskich cywilów.

Należy tutaj podkreślić, że wypędzani ze swoich domostw mieszkańcy miasta, zanim trafiali do Zieleniaka po drodze byli bici, upokarzani, ograbiani, a powszechne były przypadki gwałtów na warszawiankach, które często następnie mordowano. Przed bramą obozu selekcjonowano i kończono ograbianie cywilów, a następnie zaganiano ich na plac targowiska, gdzie bardzo często pijani żołnierze SS RONA strzelali do nich dla zabawy. Nocami wyciągano z tłumu kobiety i je gwałcono; nie było wody, pożywienia (mieszkańcy dostawali spleśniały chleb), leków ani opieki lekarskiej – bezbronni cywile umierali chmarami, a zgromadzono ich do wieczora 5 sierpnia kilkanaście tysięcy.

Obraz okrucieństwa i cynizmu ronowców daje fragment „Zagłady Ochoty” autorstwa Lidii Ujazdowskiej:

„Zapadł wieczór i noc, rozświetlona przez pożary domów w pobliżu Zieleniaka. Było czerwono i krwawo. Zaczęła się piekielna noc. Pijane grupy rozwydrzonych mołojców deptały po ludziach, szukając młodych kobiet i dziewczyn. Potem wlekli je pod mur i tam w nieludzkim wrzasku, śmiechu i wyciu, gwałcono je (nawet po jedenastu na jedną dziewczynę). Po tym, półnagie leżały, nieraz z nogami opartymi o mur, zastrzelone przeważnie strzałem w brzuch lub piersi”

Obóz na Zieleniaku odwiedził dowódca odpowiedzialny za zadanie spacyfikowania Powstania warszawskiego, Erich von dem Bach. Po krótkiej i pobieżnej inspekcji stwierdził on cynicznie:

„Nie dostrzegłem nic niewłaściwego, wszystko było w porządku”

W efekcie kilku dni takich kaźni obóz był już całkowicie zapełniony cywilami, w tym ich trupami. Ciała gniły na stertach wzdłuż okalającego go muru, a niektóre próbowano nieudolnie grzebać w mogiłach. Oprawcy zadecydowali więc o wyprowadzeniu kilkuset cywilów do innego obozu, na Okęciu. Dwa dni po wyjściu tego transportu cywilów z obozu na Zieleniaku wyprowadzono kolejną grupę ludzi do „pojemniejszego” obozu przejściowego w Pruszkowie. Wszystkie utworzone przez okupanta obozy podczas Powstania warszawskiego nieustannie i szybko zapełniały się kolejnymi mieszkańcami wyrzucanymi z własnych domostw.

Ronowcy palili trupy swoich ofiar w Liceum im. Hugona Kołłątaja – służyła w tym celu znajdująca się w nim sala gimnastyczna. 10 sierpnia zhańbiono tam ponadto zwłoki 80 osób, które rozstrzelano chwilę wcześniej pod murem obozu na Zieleniaku. Były to osoby ranne i chore – ich ciała oblano spirytusem i spalono, a nosili je do sali gimnastycznej zmuszeni do tego mieszkańcy Warszawy. Niejednokrotnie „tragarze” byli potem mordowani przez ronowców – taki los spotkał trzech harcerzy, których schwytano w Powstaniu warszawskim (w tym 12 letniego chłopaka). Kiedy pod przymusem układali ciała do rowu zastrzelił ich niemiecki oficer.

Finalna ewakuacja cywilów z Zieleniaka do większego obozu w Pruszkowie rozpoczęła się 13 sierpnia. Cywile zagnani do niego tego dnia przebywali tam zaledwie chwilę, a następnie je wywożono. Niektórych mężczyzn zmuszano do palenia zwłok swoich pomordowanych sąsiadów, takich mieszkańców wcielano siłą do tzw. Verbrennungskommando. Sam obóz na Zieleniaku działał do 19 sierpnia – wtedy to zamordowano 50 pacjentów Instytutu Radowego, a jednostki SS RONA wyszły z warszawskiej Ochoty między 22- 25 sierpnia 1945 roku.

Kolejnym miejscem kaźni bezbronnych cywilów warszawskich był wspomniany właśnie Instytut Radowy Marii Skłodowskiej-Curie znajdujący się przy ul. Wawelskiej 15. 5 i 6 sierpnia SS RONA wtargnęła do obiektu gdzie jej żołnierze rabowali personel, chorych i rozkradali mienie szpitala – zniszczono leki, zapasy żywności oraz aparaturę medyczną. W szpitalu przebywało w momencie wkroczenia do niego SS RONA 90 pacjentów i 80 medyków wraz z rodzinami. Planowano ich wymordować, ale większość personelu odprawiono do obozu na Zieleniaku, a do likwidacji pozostawiono pacjentów i osiem osób z personelu placówki. 6 sierpnia postanowiono o spaleniu placówki i wymordowaniu pacjentów – podpalano w tym celu nawet łóżka, na których leżeli unieruchomieni chorzy. Część osób skryła się w kominach i w piwnicy placówki dzięki czemu uniknęły śmierci z rąk ronowców.

Szpital podpalono ponownie w nocy z 9 na 10 sierpnia, ponieważ zauważono, że niektórzy cywile nadal się w nim znajdują. Koniec końców, 19 sierpnia SS RONA spacyfikowała doszczętnie szpital – Wyciągnięto z niego wszystkich ludzi, najciężej chorych zamordowano na miejscu a 50 żywych pacjentów i medyków skierowano do obozu na Zieleniaku i jeszcze tego samego dnia zastrzelono (strzałem w tył głowy). Zwłoki spalono w sali gimnastycznej Liceum im. Hugona Kołłątaja. Życie darowano tylko jednej pacjentce – Ukraińce. SS RONA odpowiada tutaj za odebranie życia co najmniej 90 pacjentom i pracownikom szpitala.

Podczas Rzezi Ochoty istniał jeszcze jeden zorganizowany „punkt” w którym mordowano warszawskich cywilówKolonia Staszica. W tej dzielnicy Warszawy (oraz w kolonii Lubeckiego i na pobliskich ulicach: Szczęśliwickiej, Kopińskiej i Białobrzeskiej) pierwsze zbrodnie SS RONA popełniła 5 sierpnia 1944 roku – gwałcono, rozstrzeliwano oraz torturowano mieszkańców tych terenów, także przy użyciu granatów, które wrzucano do wypełnionych bezbronnymi cywilami piwnic.

Rzeź ochoty-Kolonia Staszica
Kolonia Staszica była jednym z warszawskich osiedli objętych mordami w ramach Rzezi Ochoty

 

Kolonia Lubeckiego została splądrowana 7 sierpnia, a pacyfikacje dotknęły m.in. Wiktora Mazurowskiego i jego małżonkę – ronowcy mordowali mieszkańców ul. Mianowskiego, Mochnackiego, część ulicy Filtrowej i cały blok przy ulicy Pługa 1/3.

Dzień wcześniej, 6 sierpnia żołnierze SS RONA zamordowali część pacjentów szpitala powstańczego położonego przy ul. Langiewicza 11/13 – do środka wrzucono granaty. Zgwałcono także sanitariuszki i rozstrzelano pięciu powstańców. Jednocześnie żołnierze SS RONA szabrowali okoliczne mieszkania i wyrzucali ludzi z ich domów – taki los spotkał m.in. Mariusza Maszyńskiego, który wraz z żoną oraz swoimi dwiema siostrami został zamordowany niedługo po dostaniu się w ręce oprawców.

Kolonia Staszica najbardziej została doświadczona wymordowaniem przez ronowców mieszkańców kamienicy przy al. Niepodległości 217/223 – 50 osób straciło życie tylko dlatego, że żołnierze SS RONA zdenerwowali się faktem, iż obrabowani wcześniej przez innych żołnierzy mieszkańcy nie są w stanie dać im jakichkolwiek „fantów”. Furia ronowców zabrała życie kobiet, dzieci i starców, gdyż to właśnie takie osoby stanowiły większość tej grupy cywilów.

W ramach upamiętnienia mieszkańców pomordowanych w trakcie Rzezi Ochoty, w miejscach większych kaźni postawiono kilkadziesiąt krzyży. Niestety nie są znane dokładne miejsca mniejszych mordów, w zasadzie można założyć, że były to podwórka warszawskich kamienic. Kiedy 13 sierpnia upadła reduta powstańcza znajdująca się w budynku Wojskowego Instytutu Geograficznego ronowcy zaczęli odchodzić od przeprowadzania zbrodni na ludności cywilnej w tej części Warszawy. Jednakże jeszcze 25 sierpnia przeprowadzono mordy na pacjentach i personelu Szpitala Dzieciątka Jezus.

Cenne dla badaczy tematu Rzezi Ochoty są wspomnienia Stanisława Trojanowskiego, który pracował właśnie w tym szpitalu. O dziwo, opiekował się on rannymi Niemcami i dzięki temu uzyskał protekcję „wrogiego” kolegi po fachu, Feliksa Bormana. Ten umożliwił mu podjęcie poszukiwań rannej córki Trojanowskiego – zorganizował auto i obaj pojechali na Ochotę. Niemiecki lekarz zwrócił się z prośbą do ronowców, aby ci przepuścili Trojanowskiego, ale pomimo tego ten i tak stał się celem nieudanego ataku z ich strony podjętego przy użyciu granatów. W końcu polskiego lekarza zatrzymali Rosjanie z SS RONA – Trojanowski powołał się na protekcję zapewnioną mu przez Bormana, ale ci nie uwierzyli i chcieli go zabić:

„Wyrżniemy wszystkich Polaków za to, że swoim powstaniem przeszkodzili brygadzie Kamińskiego w przedostaniu się na zachodni front, gdzie brygada planowała przejść na stronę Anglików”.

Trojanowski jednak podjął negocjacje z Rosjanami w niemieckich mundurach, a ci summa summarum zmusili go do opiekowania się swoimi rannymi żołnierzami. Podczas tej „posługi” polski lekarz był świadkiem wstrząsających wydarzeń:

„Pracowałem tam około czterech godzin. Przyłączyły się do mnie cztery sanitariuszki, które wyrzucono z jakiegoś punktu sanitarnego. W pewnym momencie jedna z nich odeszła za potrzebą i po godzinie mniej więcej zobaczyłem, jak z domu, dokąd się udała, wyczołgała się na czworakach w kierunku naszego punktu. Dowiedziałem się od niej, że została zgwałcona przez ośmiu ronowców. Widziałem również, jak znajomą z widzenia młodą panią, idącą w kierunku Okęcia z placu Narutowicza porwało czterech żołnierzy ronowców, ciągnęło ją na pusty plac, porośnięty trawą i tam ją zgwałciło. Ostatni gwałciciel zastrzelił ją z rewolweru. Podczas gwałtu zwróciłem się z prośbą o interwencję do oficera niemieckiego, majora lotnictwa, aby ratował ową kobietę, ten mi z cynizmem odpowiedział, że oni jej nie gwałcą, tylko szukają broni pomiędzy nogami”.

Trojanowski w trakcie poszukiwań córki zapamiętał okrutne wydarzenia:

„Po drodze obserwowałem, jak była likwidowana cywilna ludność polska. Do domów mieszkalnych wpadali rozbestwieni pijani ronowcy i wyrzucali ludzi z mieszkań, rabując, co się da. Opróżniane budynki były podpalane w ten sposób, że jadący na samochodzie Niemcy miotaczami ognia podpalali domy, wpuszczając strumienie ognia w okna. Widziałem również, jak ronowcy do piwnic domów podtaczali działka i strzelali przez otwory piwniczne, wykańczając w ten sposób znajdującą się tam ludność polską. Idąc ul. Grójecką, widziałem dużo zabitych Polaków leżących w ogródkach domów, w kartofliskach i na pustych placach. W niektórych miejscach z ułożenia zwłok można było wnioskować, że ludność była rozstrzeliwana grupami.”

Trojanowski dotarł koniec końców na Grójecką, ale nie wiemy, czy udało mu się odnaleźć ranną córkę, wiemy za to, że widział się osobiście z Bronisławem W. Kaminskim, który dowodził SS RONA:

Rzeź Ochoty-Kamiński
Bronisław W. Kaminski był dowódcą SS RONA jednak rozczarował swoich niemieckich zwierzchników

 

„Przypominam sobie, że likwidujący powstanie Kamiński był tym samym Kamińskim, który w roku 1919, gdy przebywałem w niewoli ukraińskiej w Kamieńcu Podolskim, był podchorążym armii ukraińskiej (Petlury). Siedział wówczas na odwachu za jakieś przekroczenia. Kamiński ten miał również opadniętą powiekę, mówił płynnie po polsku. Co się z nim potem stało, nie wiem”

Co do samego Bronisława W. Kaminskiego to Niemcy szybko zdali sobie sprawę z tego, że dowodzony przez niego oddział jest nieprzydatny z punktu prowadzonych działań zbrojnych, a żołnierze jego jednostki są zainteresowani wyłącznie mordami i grabieżą. Czarę goryczy przelał fakt, iż żołnierze z SS RONA dopuścili się 11 sierpnia gwałtów na młodych Niemkach z organizacji KdF (Kraft durch Freude – Siła przez Radość).

Bronisław W. Kaminski dzień po upadku Powstania warszawskiego został wywabiony przez swoich niemieckich szefów do Łodzi, gdzie rozstrzelano go za rabunki i wspomniane gwałty na Niemkach dokonane przez SS RONA. Żołnierzom dowodzonej przez niego jednostki powiedziano następnie, że ich dowódca zginął w partyzanckiej zasadzce.

Po zakończeniu Rzezi Ochoty ronowcy do października prowadzili intensywny rabunek majątku pozostawionego w pośpiechu przez uciekającą lub pojmaną ludność. Tak zdobyte rzeczy były umieszczane w wagonach kolejowych, a składy z kosztownościami jechały następnie w głąb III Rzeszy. Majątek pomordowanych cywilów wywożono także konwojami samochodowymi w kierunku Piotrkowa. Gdy nie było już czego rabować i kogo mordować, do akcji wkroczyły oddziały niszczycielskie, Vernichtungskommando, których zadaniem było systematyczne i metodyczne zrównanie Warszawy z ziemią.

Summa summarum szacuje się, że Rosjanie z niemieckiej formacji SS RONA są odpowiedzialni za śmierć około 10 tys. cywilów warszawskiej Ochoty, w tym ponad tysiąc osób pomordowanych na terenie obozu w Zieleniaku.