Sławomir Nowak, Andrzej Parafianowicz – zapis rozmowy

Powrót do Afery podsłuchowej

Afera taśmowa

Zobacz skrót rozmowy

Sławomir Nowak (polityk PO i były Minister Transportu), Andrzej Parafianowicz (były Generalny Inspektor Informacji Finansowej),  w rozmowie uczestniczy również płk Dariusz Zawadka (były dowódca GROM, obecnie członek zarządu państwowego Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych).

Rozmowa miała miejsce w lutym 2014 roku w warszawskiej restauracji Sowa&Przyjaciele.

Część rozmowy została opublikowana w numerze tygodnika „Wprost” 25/2014, uzupełnienie całości rozmowy zostało opublikowane tydzień później, w numerze tygodnika „Wprost” 26/2014.

Nagranie części rozmowy:

Wszystkie opublikowane stenogramy tej rozmowy:

O PGNiG i kłopotach z gazoportem.

Andrzej Parafianowicz: Fedrujemy, panie ministrze, fedrujemy!
Sławomir Nowak:
Fedrujecie. No tak. Wy jesteście w PGNiG nie? Jak tam jest?
AP:
Na bogato! [śmiech] […] Taki był świecki zwyczaj, że tam co mniej więcej 13 miesięcy średnio wymieniali prezesa. Nie? Spółkom w to graj.
SN: No tak, no bo zawsze było u góry bezhołowie, więc na dole spokój.
AP: Spokój, wiesz. Potworzyli sobie takie księstewka. […] Na najprostszym przykładzie ci powiem. Pytam dyrektora administracyjnego: macie jakiś program zarządzania flotą, samochodami? Nie.
SN: Mhm.
AP: A ile mamy samochodów? On: z 800. Kurwa!
SN: Ja pierdolę.
AP: Prosta piłka, nie. Zliczyć samochody.
SN: No.
AP: A my tam na Hożej, bo ja mam tam też te działy administracyjne, to się próbuję zorientować, co mam. Na tej Hożej, co tam mamy? A tam jest taki biurowiec. Ile jest metrów? Ja wiem… No, pięć pięter jest.
SN: He he he…
AP: Kurwa, dyrektor administracyjny…
SN: Kurwa, ale to jest moloch, nie? Kurczę, ilu to ludzi?
AP: 33 tysiące. Ze spółkami licząc.
SN: Ja pierniczę, to nieźle.
AP: Słuchaj, Polska Spółka Gazownictwa – 13 tys. ludzi. Ale jak się będziesz budował, to na dziesięć metrów rury z gazem będziesz czekał dwa lata.
SN: No tak, absolutnie. To jest w ogóle jakiś absurd.
AP: To jest absurd.
SN: To znaczy, na własne życzenie PGNiG oddaje rynek, bo w ogóle nie podłącza nowych osiedli do gazu, nie? To też ciekawe.
AP: Mówię ci, jest co robić, tylko że nas za chwilę wymiotą za kaftan.
SN: Dlaczego?
AP: A gdzie rozładować tankowce?
SN: No, no, w Świnoujściu [tam powstaje terminal LNG – red. Wprost], nie?
AP: A jest?
SN: No są […] trochę opóźnienia. […]
AP: Oni [poprzednicy – red. Wprost] podpisywali takie niekorzystne umowy, co pozwala Włochom [firmie stojącej na czele konsorcjum budowy LNG – red. Wprost] się bezkarnie opóźniać.
SN: Nie, bezczelni są. Ja pamiętam, […] że z dozorem technicznym walczyłem. Jeszcze Budzanowski był. […] Dozór przychodzi. Wiesz, ci Włosi chcą kłaść rury bez żadnych atestów, bez niczego. No to po prostu przyjdzie pierwsza lepsza kontrola i to wszystko wywali w powietrze.
AP: A wiesz, Katarczycy już tankują pierwszy gazowiec, nie.
SN: I co z nimi?
AP: Będzie sobie pływał w Bałtyku. (śmiech) To jest duży tankowiec, nie wiem, czy da radę zawrócić. Zanim się złamie, to tak od Szwecji…
SN: A mu w Gdańsku nie możemy odebrać?
AP: Nie ma instalacji. Dobrze, że ten Katar, tzn. te szejki się racjonalnie zachowują. Jak się usztywni, no to co mu zrobisz? […] Jak oni zrobią dla nas precedens…
SN: To inni powiedzą…
AP: To inni powiedzą „no chłopaki”…
SN: No. No i co, uważasz, że nie zdążą z tymi instalacjami [oddania terminalu LNG do użytku – red. Wprost] tam?
AP: Wiadomo, że nie zdążą.
SN: Na pewno nie zdążą.
AP: Kurwa oni teraz mówią o jesieni 2015, a na mieście mówią coś o 2017. […] No i wiesz… Ale tego się nie udaje ustalić bo jak będziesz wiedział na sztywno, że to już na pewno, to można z tymi Katarczykami jakoś gadać. Ale co, co mu powiesz?
SN: No tak. Poczekajcie. Ale do kiedy? Nie? Do kiedy?
AP: Przecież oni potrzebują… Te tankowce pływają cały czas.

O kontroli skarbowej żony ministra Nowaka.

SN: I chcą ją trzepać. Cały 2012 r. Chcą najpierw wziąć rachunek bankowy […] Mam nadzieję, że to dotyczy tylko jej działalności, a nie będą chcieli crossować tego z moim rachunkiem. […] Bo ona jedzie od paru lat na stracie, potężnej.
AP: Ja to wszystko wiem… ale… bo ja z urzędu kontroli skarbowej, to już odkryliśmy bardzo dawno. UKS, komputery wyrzuciły […]. Zablokowałem to… I teraz sprawdzają się moje prorocze słowa. Mówiłem Grasiowi: „Czyście ochujali?! Czyżeście ochujeli do końca?!”. Vincent z nienawiści do mnie zabrał mi urzędy skarbowe. Proszę bardzo, jest moim szefem, może robić, co chce. Dzwonię do Kapicy: „Pojebało was? Pojebało was?”. Nic nie zrobił. Pamiętasz komisję hazardową? Kapica miał notatkę, że go poseł na korytarzu zapytał, jaka jest pogoda. Pamiętasz to?
[…]
SN: Widocznie tak [się] musiało zmienić, bo w moim postępowaniu, w tym zegarkowym, przyszła laurka z urzędu, że super, wszystko jest OK. A teraz wchodzą do mnie z kontrolą. Już moi prawnicy są zdumieni. Mówią: dziwna sytuacja.
[…]
AP: […] Mówię, będzie Gośka [prawdopodobnie wysokiej rangi urzędniczka służb skarbowych – red. Wprost], to wezmę na stronę i zapytam, czy ona wie… Zna kontekst, co [jej] przyszło do głowy… […] W losowaniu, analizy czy z donosu, wiesz… […]
AP: Słuchaj, tak jak mówię, próbuję się dowiedzieć od Gośki, skąd to się wzięło. Jeśli wie. Bo wtedy będzie można pomyśleć, czy w ogóle jest… pole do rozmawiania z tym dyrektorem […].
[…]
AP: Jedyne, co osiągniesz, to notatkę. Jego. Na ciebie.
SN: […] Przecież ja miałem z nim zawsze dobre relacje […].
AP: Możesz być jego najlepszym kumplem, ale teczuszka z notatkami zawsze się przyda. To jest taki, to jest taki typ.
AP: Przecież myśmy siedzieli, jak były te transmisje z komisji śledczej, […] jak on zeznawał, nie. Pamiętam to, wiesz, my trzymaliśmy za niego kciuki, oczywiście. Nie damy się, kurwa. Proszę tu jest notatka z szesnastego. A z siedemnastego? Proszę.
SN: […] Pamiętam, pamiętam. To był mrożący krew w żyłach spektakl. […]
SN: Aby […] nie było tak, że […] oni przyjdą pokażą błędy, tu naprawić, tam zapłacić coś, no to spoko.
AP: Ale mieliśmy to wielokrotnie. Całą reprezentację Polski w siatkówkę tak wyciągnęliśmy za uszy. Widziałeś? […] Chłopaki po kolei bały się, dopłaciły… I cisza znowu, wszystko załatwione.
[…]
AP: Ty, a może to jest ofiara [żona Nowaka – red. Wprost] wojny Arłukowicza ze złymi lekarzami?
SN: Myślisz, że co, że urzędy
AP: Że paragonów nie dają.
SN: Oni dobrze wiedzą, kogo kontrolują.
AP: Wiedzą tak?
SN: Moim zdaniem wiedzą, tak. Bo sama naczelniczka się podpisała na tym piśmie, podała telefon do siebie, że jakby coś. Monika z nią rozmawiała, więc na pewno.
AP: No bo wiesz, bo wojować z lekarzami trzeba, ale masz ich w województwie pomorskim dość, nie?
SN: No więc właśnie. Dlaczego akurat na niej. To jeszcze wiesz… Zwłaszcza jest to tak, że ona jest ewidentnie na wznoszącej – 13 dużo lepszy, 14 już będzie płaciła. Natomiast z poprzednich lat ciągłe straty. Wiesz jak to było przed 2011, kiedy nie było kas fiskalnych, paragonów […] I faktem jest, że też trochę w tych oświadczeniach moich tam wpisywałem raz oszczędności. Tak naprawdę nigdy się tym nie zajmowałem za bardzo. I spod dużego palca raz 100, raz 80 wpisałem. […] Inna sprawa, że obrót jest na tym naszym gabinecie, więc cały czas te pieniądze są w obrocie. Ale jak się patrzy w kwity, to mój znajomy księgowy na to patrzył, to kurwa, to oni się będą szli dojebać. Jeszcze wiesz, jest tak, że czasami się z tego samochodu leasingowanego korzysta też do celów prywatnych. […] Mi robili jakieś zdjęcia, to w Lidlu, to coś tam, wiesz. Było w „Superaku”, czy gdzieś. To mi też nie pomaga, nie?
AP: Wiesz, no to zeszliśmy do jakiegoś absurdu.
SN: Absurdu mega, mega. Kwestia tego, kto ma jakie intencje. Jak przychodzą z intencją dojebać, nie, to jesteśmy ugotowani. Ja mam teraz tak w domu […] autentycznie [się] o nią boję, kurwa, dzisiaj. Lecę do Gdańska na wieczór, żeby tam trochę z nią posiedzieć, bo ona jest po prostu przerażona.
AP: Który to jest urząd?
SN: „Wsadzą mnie do więzienia, kurwa” A ja: no co ty […].
AP: Już nie. Kiedyś tak, teraz już nie.

Dalsza część nagrań, nie jest jeszcze dostępna publicznie. Poniżej stenogramy udostępnione w tygodniku „Wprost”:

AP: […] Jeszcze trzy lata w tamtą stronę mogą cię pociągnąć. Pięcioletnie przedawnienie. Tak de facto sześcioletnie nie? Bo liczysz od końca roku pięć lat.
SN: Czyli 2013 jest kolejny? 2013, 2012, 2011, 2010, 2009 […]
AP: 2008 to składałbyś… w 2009. Czyli 2010, 2011, 2012, 2013… 2014. Czyli za 2008 też cię mogą jeszcze pociągnąć.
SN: A powiedz, co w najgorszym wariancie mi grozi za takie rzeczy?
AP: To zależy, co znajdą…
SN: Powiedzą, że nie wykazywała dochodów, a miała wpłaty na konto.
AP: To każą dopłacić. Jeśli będzie grubo, to mogą zrobić postępowanie karnoskarbowe.
SN: To nie są wielkie pieniądze – 50 tys.
AP: To raczej nie o kwotę [chodzi], tylko o styl niedopłacenia, rozumiesz, nie? I to co mówisz. Że sam fakt możesz ocenić jako gapiostwo, leciutko zachachmęciłem. […] Nie no, panie, co to jest? To jest czysty bandytyzm. Rozbój w biały dzień. […] I później się szarpiesz przez lata… [dłuższa chwila ciszy] Jaką mają intencję, czy to jest rutynówka czy zadaniowa? Bo jak zadaniowa, to cię rozjebie.
SN: Kurwa. […]

O spółce doradczej Grupa GROM.

Dariusz Zawadka: Wtedy była taka słynna […] na rynku doradczym Grupa GROM powołana przez [gen. Sławomira] Petelickiego. Nawet chciałem z nim jakoś pracować. […] A ja tam potem byłem prezesem w tej spółce, […] Tak naprawdę ja byłem figurantem. Jak ja bym wziął w leasing te wszystkie samochody, to do dzisiaj bym zasuwał za darmo. Przecież nigdy by tego nie spłacili. Z czego? Ta spółka nigdy nie przynosiła dochodu. […] To przecież tam, tam Rychu [Ryszard Krauze – red. Wprost] dawał kasę na to, a ja praktycznie nie wiedziałem, co to jest weksel, ja podpisywałem weksel na tą kasę. (śmiech) Musiałbym… Z którego kraju nie ma ekstradycji?
SN: Z Izraela chyba?

O prywatyzacji PKP Cargo i związkowcach.

SN: Zrobiliśmy prywatyzację Cargo. No to zrobiliśmy ten numer, żeby ich trochę tam kupić, no to wprowadziliśmy członka zarządu PKP Cargo od związkowców. Oni się podjarali. Dzisiaj spektakl, jak oni sobie skaczą do gardeł, jest po prostu piękny. Tylko kupić bilety, popcorn i okulary, i sobie oglądać. Jak się rzucają na siebie liderzy związkowi, żeby od nich ktoś był w tym zarządzie.

O oświadczeniach majątkowych.

SN: Teraz, kurwa, wszystko wiem, to się wszystko, kurwa, kiedyś, mam nadzieję, pozytywnie dla mnie skończy. Będę mógł być doradcą od oświadczeń majątkowych.
DZ: Ale to jest prawda, no kurwa, pan Janusz zapomniał samolotu wpisać.
SN: Nie, no to są jaja, Hofman, kurwa, 100 tys. na przelewach, wszystko udokumentowane i prokuratura mówi „sorry”, nie wszczyna, odmawia. To są jaja kurwa. Co za kraj, ja pierdolę. Moja sprawa była skręcona w Prokuraturze Generalnej. To już nawet nie intuicja, a wiedza już.
AP: No tak, ale no to się musiało zemścić. Przez stanowisko Seremeta.
SN: No tak, ale czemu kurwa na mnie? Czy nie mógł się na kimś innym zemścić?
AP: Ale przygotował mistrzowską apelację.
SN: Dlatego boję się, że oni chcą doprowadzić do końca efekt zniszczenia.
AP: Nic się nie dzieje bez powodu. Teraz jestem ciekawy powodów, ciężko będzie dotrzeć do powodów uruchomienia tego. Po pierwsze obstawiam, że to konkurencja wewnątrz partyjna.
SN: To na pewno.
DZ: To nie konkurencja, to przyjaciele.

O ministrze Rostowskim.

SN: On się zachowywał jak arystokrata europejski. Mówił po angielsku lepiej niż wielu Anglików, po francusku lepiej niż wielu Francuzów. On się nie pierdolił tym. Bardzo go szanowali, nie lubili go, ale bardzo szanowali. […] Ale jak go widziałem parę razy w tych sytuacjach międzynarodowych, w Brukseli to, kurwa no, on ma to coś. On bardzo by chciał być komisarzem, ale uważam, że to by było ze szkodą dla Polski. On byłby znienawidzonym komisarzem, byłby upiorem po prostu w Europie. Dziś jest taki Hiszpan, którego wszyscy nienawidzą, bo on wszystkim problemy robi, ale myślę, że Vincent by go pobił. Pryncypialnością i traktowaniem z buta. Ja z Vincentem [Jacek Rostowski – red. Blisko Polski] zawsze miałem świetne relacje, do dziś mamy świetnie relacje, gadamy, spotykamy się itd. Nawet ostatnio mnie wziął i mówi: „Chcę do PE startować. Musisz mi pomóc”. OK, zawsze z przyjemnością, parę kampanii się zrobiło. On mnie pyta, czy ja mogę z Gdańska (śmiech), mówię mu: nie, Jacek, to chyba nie jest możliwe. Prawdopodobnie Lewandowski będzie startował z Gdańska, stary Jan Kozłowski, europoseł, wiceminister w rządzie AWS , ma silną pozycję w regionie, starszy pan bardzo szanowany, pizda kompletna, ale w związku z tym wszyscy go lubią. I Jarek Wałęsa – on ma nazwisko, więc w każde wybory wjeżdża bez problemu. I jeszcze czwarty Vincent, to nie ma bata. Na Pomorzu jest dziś półtora mandatu. Więc mówię, szkoda Jacek, będziesz się szarpał i nie dostaniesz mandatu, będzie wstyd. Mówię, bierz tę Warszawę, i tu się można lać, tu jest potencjał. Jakoś tam muszę mu pomóc w tej kampanii warszawskiej.
AP: Taką na koniec mu zrobili robotę nie najlepszą wizerunkowo.
SN: On się strasznie wkurwił, bo uważał, że to KPRM wypuścił informację, że Rostowski będzie do dymisji. W sumie było dogadane z Jackiem, że on odchodzi itd., ale nie miał następcy. Jacek się wtedy wkurwił i powiedział, że to on się podaje do dymisji, i wypuścił też szczura do mediów. Że to on złożył dymisję.
DZ: To było parę miesięcy koszmaru w naszym ministerstwie. Wszyscy się zamknęli po kanciapach, nikt nic nie robił. Idę do Pawła i mówię: „Paweł, to jest poważne ministerstwo, ono nie może być sparaliżowane. Albo odwołacie Vincenta, albo niech Donek idzie do kamery i powie, że go nie odwołuje, bo taki bezruch w tego typu ministerstwie”.

O Pawle Grasiu.

Kto został zaproszony na imprezę do Pawła Grasia?
SN: Winnicki, Zawadka, Chojnicki, Niedziela, Wyrobiec, Pawełek, Ważniak, Milczanowski, Szymański, Władek Kosiniak, Ela Bieńkowska, Parafian [Andrzej Parafianowicz], Krzysiek Klimek, Staszek Trzciński, Ćwiąkalski, Chmielowiec, Mazgaj, Karpiński, Jarek Markowski, chyba Makowski, Karasinowicz, Bieniek, Hajdarowicz, rzecznicy służb, trochę z kancelarii, Cichy też nie przyjaciel, a Igor, wiadomo, ha, ha, ha. Kto jeszcze powinien być u Grasia? Z kim on się naprawdę lubi, przyjaźni i tak dalej od lat. Wojtunika tu nie było.
AP: Agata mówi, że oni ostatnio nie mają wspólnych horyzontów myślowych. Ja proponowałem Wojtunika, ale ostatnio się tam coś nie mogą dogadać. Ale w jakiej to formule? Szeroko czy wąsko?
SN: Tacy, którzy jego lubią i on ich lubi.
AP: Czyli sam ma być.
SN: Nie ma Sienkiewicza, nie ma Cichego [Jacka Cichockiego – red. Wprost], więc to tylko kumplowskie towarzystwo. Myślę jeszcze o platformersach, ale w PO to już chyba tylko sami wrogowie.
AP: A Olszewski [Paweł – red. Wprost]?
SN: O! Olszówa jeszcze, no. Olszówę można wziąć. No może jeszcze Staszek Gawłowski. On teraz siedzi obok Grasia, zajął moje miejsce. Ja się przesiadłem w Sejmie do ostatniego rzędu.
AP: Widziałem cię właśnie ostatnio w ostatnim rzędzie. Kamera powędrowała tak wysoko.
SN: Ja się zakopałem z tyłu, w ostatnim rzędzie. Gaweł usiadł na moim miejscu. To tylko dowód na to, że życie nie znosi próżni. Graś mówi: on się tak na mnie pcha, jest taki gruby. On się wpierdala. Graś mówi, że się na niego pcha. Też jak w „Misiu”: proszę pana, co pan się na mnie tak kładzie. Schetyna to wiadomo. Ja pierdolę, się podziało.
AP: No nie, kurwa, się pozmieniało.
SN: Ostatnio na Komisji Spraw Zagranicznych nawet mi ręki nie podał. Przeszedł obok. No kto jeszcze? Z rządu, byłego rządu.
AP: Elka Bieńkowska.
SN: Jest. Włodek Karpiński chyba jest. […]
AP: Ja tak powiem szczerze, że gdyby się udało zaprosić tylko tych, z którymi się koleguje stale, z nimi, to można by jednoosobową salkę mu wziąć. Flaszkę i tu mu się pomieści.
DZ: Jeszcze tańce mogłyby się odbyć.
SN: I wtedy by nie było pewności, czy się z kimś nie pokłóci.
AP: On jest teraz taki. Nie wiem, czy to odpowiedzialność. Taki się zrobił spięty, kurwa.
SN: A to dziwne, bo już nie ma odpowiedzialności. Nie jest rzecznikiem.
AP: Za partię ma odpowiedzialność. Nie potrafi się wyluzować.

Dalsza część rozmowy opublikowana w kolejnym numerze tygodnika „Wprost” 26/2014:

O wydobywaniu gazu w Libii.

SN: My będziemy tam wydobywać? Nie?
AP: Złoże jest na tyle duże, że opłaca się już wydobywać, jest naprawdę duże. Mało tego, jest wysoce prawdopodobne, że ten gaz jest tylko czapą nad morzem ropy.
DZ: A to macie koncesję na to?
AP: Mamy, mamy. I teraz uważaj, po wszystkich badaniach. […] Jeszcze dwa odwierty trzeba zrobić. Później badania, analizy, wynik będzie we wrześniu 2015. To myślę, że rząd Donalda Tuska dokopał się do morza ropy. […] Jest tylko mały kłopot. Do morza jest 1000 km. Nie ma rury.
DZ: Nie ma infrastruktury żadnej?
AP: Nie ma. Najbliższa rura, tyle że włoska, jest 200 km dalej.
DZ: To jest problem…
AP: Trzeba rurę położyć 200 km i wybudować kopalnię. Wszystko razem 800.
SN: Milionów?
AP: Tyle że dolców. Pytanie o zasadność złoża. I teraz gazu jest dużo.

O Europolgazie i PGNiG.

AP: Panowie, pogratulujcie mi, od wczoraj jestem członkiem rady nadzorczej.
DZ: Europolgazu?
AP: Tak jest.
DZ: Kuuur…
AP: Na bogato.
SN: Na bogato.
DZ: No to proszę, no to gratulujemy. [toast]: „Za nas, za was, za gaz!”.
DZ: Rada nadzorcza… to ładnie, ładnie, proszę pana.
AP: Podziękować.
SN: A kto jest głównym? [w PGNiG]
AP: Zawisza [Mariusz Zawisza – prezes PGNiG – red. Wprost]
SN: A kto to jest?
AP: Z Lublina chłopak.
SN: Czyli […] od Włodka [Włodzimierz Karpiński, minister skarbu – przyp. red. Wprost]?
DZ: Iloosobowy zarząd?
AP: Pięcio, ale będziemy mieli szóstego. Bo trwają właśnie wybory przedstawiciela załogi.
DZ: A w radzie nadzorczej też macie przedstawiciela załogi? […]
AP: Tak. I kurwa siedzi ci na radzie nadzorczej suwnicowy z zakładu w Lesku i „co wy tu, towarzyszu prezesie, pierdolicie”. To fundusz remontowy trzeba zwiększyć. Myślimy: dwie duże banie w Morzu Północnym wiercić. Nie, nie, bo wczasy pod gruszą.

Podział wpływów w spółkach.

AP: Ty, mam do ciebie sprawę od dawna, ale ciągle zapominam. Czekaj… Wiesz, pracuję na razie nad tym, bo jest powszechne postrzeganie, że są dwie frakcje.
SN: Tak.
AP: Sienkiewiczowska, czyli ja i Kurella [Jerzy Kurella, wiceprezes spółki – red.Wprost]. I lubelska.
DZ: Tak, To już powszechne na rynku.
AP: Próbuję zrobić, żeby Zawisza [Mariusz, prezes] miał przynajmniej elementarne zaufanie do mnie. Nie wojuję, nie chodzę, nie podkopuję, nie pierdolę.
DZ: Powiem szczerze, rozmawiałem z nim. Powiedziałem mu: znam Andrzeja chwilkę. Mówię mu, że nie musi się na plecy oglądać, jak stoisz za nim. […] To jest rozsądny człowiek. Jak skaczemy w ciemno, to trzeba światło zapalić najpierw.
AP: I wysłuchał tego?
DZ: Tak. […]
SN: A ty masz z Włodkiem jakie relacje?
AP: Z Włodkiem? Dobre, jeszcze w ministerstwie zrobiłem mu tam kilka takich grzecznościowych rzeczy na cito.
SN: On się musi na coś zdecydować, nie może się jakoś tam na ciebie zdecydować?
AP: Nie wiem, ja tłumaczyłem w Ujazdowskich [siedziba kancelarii premiera – red. Wprost], że chcę odejść z ministerstwa i nie ubiegam się o żadną prezesurę, żeby nie dawać pismakom. […] Schowacie mnie tam na jakimś wiceprezesie… I komentarze w gazetach były krótkie i pozytywne. Takie naturalne przejście.
SN: Ale z czasem…?
AP: Z czasem, wiesz, ja młody chłopak jestem.

O poparciu PO przez Zbigniewa Religę za wykup długów.

[Sławomir Nowak opowiada pozostałym uczestnikom obiadu o kampanii prezydenckiej Donalda Tuska w 2005 r. Nowak kierował wówczas kampanią medialną lidera PO. Jednym z kontrkandydatów był prof. Zbigniew Religa. W drugiej turze wyborów poparł Tuska, został nawet szefem komitetu honorowego. – red. Wprost]

SN: W 2005, ja pamiętam, zdobyliśmy jego długi, żeby się wycofał. Cena była taka, że… bo mu narobił ten jego sztab długów strasznych…
DZ: Kurwa, tam był Petelicki, tam był ówczesny szef […].
SN: On wtedy poparł Donalda, nie? No właśnie za to, że zapłaciliśmy ich długi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *