Pamięć o Zbrodni w Lesie Szpęgawskim 1939-40

[ Powrót do historii Polski ]

[ Zbrodnia w Lesie Szpęgawskim 1939-40 – strona informacyjna ]

[ Przebieg ] [ Pamięć ]

Bezpośrednimi sprawcami Zbrodni w Lesie Szpęgawskim byli członkowie Selbstschutzu ze Starogardu Gdańskiego, na czele którego stał Paul Drews, 31-letni SS-Unterscharfuhrer, z zawodu ślusarz-elektromonter. W dokonywaniu brutalnych i bezlitosnych egzekucji wspierał dwunastoosobowy oddział członków SS-Heimwehr Danzig, który rezydował od 3 września do końca listopada 1939 roku na terenie więzienia sądowego w mieście. Wraz z ową grupą, odpowiedzialni za fizyczną likwidację obywateli polskich byli także obywatele Wolnego Miasta Gdańska w postaci SS-manów, którymi dowodził SS-Obersturmfuhrer Wilhem Fast.

Osoby chore psychicznie mordowane w ramach Akcji T4 znajdowały śmierć z rąk specjalnej jednostki, Wachsturmbann „Eimann”, utworzonej z gdańskiego 36. pułku SS (nazwa jednostki pochodzi od jej dowódcy, Kurta Eimanna). Oddziałem, który kierował fizycznym eliminowaniem pacjentów kocborowskiego szpitala psychiatrycznego dowodził SS-Obersturmfuhrer Karl Braunschweig. Co ciekawe, niemiecki prokurator Reinecke wraz z sędzią Schnelle próbowali podejmować interwencje u samego Alberta Forstera, aby powstrzymać owe seryjne mordy na polskich obywatelach. Panowie nie odnieśli jakiegokolwiek skutku, nawet zwracając się w tej sprawie do najwyższych władz III Rzeszy w Berlinie.

Zakończenie działań wojennych podczas II wojny światowej i klęska III Rzeszy umożliwiła podjęcie szeregu ekshumacji w miejscach zbrodni na terenie Lasu Szpęgawskiego. Dokonała tego powołana w Starogardzie Gdańskim Komisja Ekshumacyjna, która dokonała tego w latach 1945-47. Na skutek jej prac odkryto 32 masowe groby o różnej wielkości. Mogły się w nich znajdować nawet do 450 zwłok (przed spaleniem ciał ofiar w piecach). Niemcy nie zdążyli zatrzeć wszystkich śladów swojej zbrodni – w grobie nr. 1 udało się odnaleźć zachowana ciała ofiar. Do tej pory nie jest wiadome, czy sam Las Szpęgawski nie kryje w swojej ziemi jeszcze innych, wciąż nie odnalezionych grobów i ciał. Te odnalezione, wraz z prochami spalonych osób uroczyście pochowana na starogardzkim cmentarzu. Tuż po wojnie, w 1945 roku postawiono tam ku czci 84 zamordowanych mieszkańców miasta pomnik. Ostatecznego ustalenia nazwisk zabitych przez Niemców ofiar i oznakowania grobów podjął się Komitet Opieki nad Grobami w Lesie Szpęgawskim (powołany przy powiatowym ZBoWiD-zie w 1950 roku). Na terenie samego kompleksu leśnego odsłonięto 24 kwietnia 1954 roku pomnik ku czci ofiar nazizmu, przy grobach ustawiono także tablie oraz krzyże, a przy okolicznej drodze – pamiątkowy głaz.

Ciekawy jest los katów i nadzorców owych masowych mordów. Albert Forster, gaulaiter NSDAP i namiestnik III Rzeszy w Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie i Richard Hildebrandt, szef SS i policji w tym okręgu zostali skazani na karę śmierci. Tego pierwszego skazał w 1948 roku Najwyższy Trybunał Narodowy w Gdańsku za zbrodnie popełnione w latach 1939-45. Wyrok wykonano w mokotowskim więzieniu, 28 lutego 1952 roku. Natomiast Richarda Hildebrandta stracono wyrokiem sądu w Bydgoszczy – wykonano go 10 marca 1951 roku.

Sprawiedliwości stało się zadość także w przypadku niektórych członków Selbstschutzu. Weizner z Widlic i Jan Szweda z Miłobądza zostali powieszeni mocą wyroku sądu w Tczewie. Zasłużona kara spotkała także burmistrza Starogardu, Artura Martera, który został skazany na trzy lata więzienia i zmarł 19 września 1949 roku w Sztumie. Niestety Wilhelm Fast oraz Erwin Johst, landrat powiatu starogardzkiego nigdy nie ponieśli zasłużonej kary – postępowanie wobec Fasta zostało umorzone w 1964 roku decyzją prokuratury w Karlsruhe (rzekomy „brak dowodów winy”), a Johst nigdy nawet nie stanął przed sądem.

Niesmak budzi dalszy los dowódcy komanda Wachsturmann pod swoim imieniem, Kurta Eimanna – był on oskarżony w 1968 roku, w Hannowerze o udział w eksterminacji psychicznie chorych na Pomorzu. Sąd skazał go na zaledwie cztery lata pozbawienia wolności, z czego sam Eimann odsiedział tylko dwa. W tym samym procesie sądzono SS-Oberfuhrera Georga Ebrechta – skazano go na trzy lata więzienia, lecz wyszedł on na wolność ponieważ zaliczono temu zbrodniarzowi w poczet kary internowanie po wojnie i z racji tego jego karę uznano za odbytą.