1939-40 r.: Zbrodnia w Piaśnicy

[ Powrót do historii Polski ]

[ Przygotowania ] [ Kaci i Ofiary ] [ Pamięć ]

Pod koniec września 1939 roku niemieccy okupanci podjęli decyzję o wykorzystaniu leśnego obszaru o pow. 25 ha jako miejsca masowych egzekucji. Kompleks leśny położony w odległości 10 km od Wejherowa zyskał swoją nazwę od znajdujących się w pobliżu kaszubskich wsi, Wielkiej Piaśnicy i Małej Piaśnicy. Owe miejsce zostało wybrane przez niemieckiego okupanta ze względu na dogodny dojazd koleją oraz autobusami, jak i z racji na jego odludne położenie.

Akcję ludobójstwa w lasach piaśnickich rozpoczęto wraz z końcem października 1939 roku, jednak wśród historyków nie ma zgodności co do dokładnej daty pierwszych egzekucji. Masowe mordy zostały poprzedzone naradą oficerów SD i Sipo, do jakiej doszło na początku października 1939 roku. Rudolf Troger, dowódca Einsatzkommando 16 i gdańskiego Gestapo, przekazał jej członkom polecenie Heinricha Himmlera – „sprzątnięcia polskiej inteligencji”.

Ofiary niemieckich aresztowań politycznych z Pomorza Gdańskiego oraz z Kaszub trafiały przed rozstrzelaniem w Piaśnicy głównie do więzienia w Wejherowie, gdzie ich chwilowo przetrzymywano. Niektórych ludzi przywożono na miejsce mordu wprost z więzienia w Pucku i z obozów w Gdyni oraz Gdańska. Koleją docierały do Wejherowa więźniowie z głębi III Rzeszy. Do pociągu nr. 581 (LęborkGdańsk) doczepiano 2-3 wagony pełne ludzi, w tym kobiet i dzieci – były to osoby przeznaczone do eksterminacji właśnie w Piaśnicy. Ofiary po przybyciu do Wejherowa ładowano do ciężarówek i autobusów, dokonując wcześniej brutalnego rozdzielania rodzin, w tym odbierania dzieci matkom.

Kawalkady ze skazańcami były konwojowane przez niemieckie motocykle i samochody osobowe, które przewoziły członków plutonu egzekucyjnego, a same przyszłe ofiary bardzo często miały pętane ręce. Groby, które miały pomieścić ciała ofiar przygotowywano zazwyczaj jeszcze przed egzekucją, a początkowo kopała je grupa zatrudnionych do tego niemieckich rolników pochodzących z okolicznych wsi. Między 1 a 13 listopada 1939 roku byli za to odpowiedzialna grupa czterdziestu Polaków z obozu dla internowanych w Nowym Porcie w Gdańsku. Niemcy szyderczo ochrzcili ją mianem „Komanda Wniebowstąpienia” (Himmelfahrtskommando). Była ona całkowicie odizolowana od innych więzionych osób. Samo komando najprawdopodobniej wymordowano 14 listopada – ciężarówka, która odwoziła tych ludzi po „pracy”, przywiozła tym razem tylko ich odzież.

Skazańców na miejscu egzekucji zmuszano do pozbycia się bielizny i rozstrzeliwano karabinami maszynowymi lub strzałami w tył głowy z pistoletów, tak aby ciała wpadały twarzami do miejsca pochówku. Niemcy dla zabawy rozstrzeliwali także prowadzonych grupami przez las ludzi z ukrytych na trasie ich „przemarszukarabinów maszynowych. Same egzekucje były przeprowadzane zarówno w dzień, jak i w nocy, przy świetle reflektorów samochodowych. Według szacunków niemieccy oprawcy byli w stanie dziennie wymordować ok. 150 osób. Członkowie plutonów egzekucyjnych często dodawali sobie animuszu spożywając alkohol, a niektórych rannych skazańców dobijano bestialsko kolbami karabinów lub grzebano ich żywcem w ziemi. Powszechne były także tortury na przyszłych ofiarach, w tym bestialskie przypadki roztrzaskiwania małych dzieci o drzewa (w pniach odnajdywano wbite zęby). Odzież zerwana z pomordowanych ofiar trafiała następnie do nazistowskiej opieki społecznej. Co ciekawe, Niemcy dokumentowali swoje ohydne zbrodnie za pomocą fotografii, które były robione przez Georga i Waldemara Englerów. Byli to członkowie Selbstschutzu, którzy prowadzili zakład fotograficzny w Wejherowie.

Najwięcej dokładnych informacji dotyczących poszczególnych egzekucji udało się uzyskać na temat mordu dokonanego 11 listopada 1939 roku, kiedy to w dniu polskiego Święta Niepodległości zabito w lesie piaśnickim 314 osób. Życie straciło wówczas m.in. 120 mieszkańców Gdyni, 34 duchownych, cywile broniący Gdyni oraz grupa żydowskich dzieci, jak i rzemieślnicy, kupcy, lekarze, nauczyciele, sędziowie i urzędnicy. Datę egzekucji udało się także ustalić w blisko pięćdziesięciu innych przypadkach – np. 3 listopada 1939 roku zamordowano tam co najmniej 82 osoby, w tym pracowników sądu i ratusza w Gdyni. W drugiej połowie tego miesiąca wybito w Piaśnicy 29 polskich policjantów z Gdyni. Na początku grudnia 1939 roku zamordowano tam 20 członków Polskiego Związku Zachodniego i aresztowanych wcześniej prawników – notariuszy, adwokatów, ale także oficerów rezerwy WP, jak i lekarzy i inżynierów. Rozliczne egzekucje przeprowadzane w lesie piaśnickim były zazwyczaj przeprowadzane od wczesnych godzin porannych i kończyły się tuż przed południem. Ofiary prowadzono nad mogiły grupami po pięć osób.

Na wiosnę 1940 roku Niemcy po zakończeniu akcji eksterminacyjnej w Piaśnicy przystąpili do maskowania miejsca kaźni. Na grobach i wokół nich sadzono krzewy oraz drzewa, a sam kompleks leśny był przez następne lata poddany rygorystycznej kontroli. Ludność, która dostała jesienią 1940 roku prawo wstępu do lasu odnajdywała tam szczątki ludzkich ciał. Niemcy także wystrzelali wałęsające się psy, które wyciągały trupy i rozwlekały je po okolicy. W 1944 roku, kiedy to zbliżała się Armia Czerwona, hitlerowcy próbowali zatrzeć wszelkie ślady owej zbrodni. Wyznaczono z KL Stutthof grupę 36 więźniów, których pod koniec sierpnia 1944 roku sprowadzono na teren piaśnickich lasów. Rozkopywali oni groby i palili ciała w leśnych paleniskach – swąd ludzkiego mięsa dochodził przez kilka tygodni do okolicznych wsi. Także ludność z pobliskich terenów dostała zakaz zbliżania się do lasu. Kiedy owa grupa 36 mężczyzn zakończyła palenie ciał została ona zamordowana przez pilnujących ich SS-manów, a ich zwłoki także spalono.

Niemieccy zbrodniarze postępowali bardzo cynicznie wobec rodzin zamordowanych przez siebie ofiar. Informowano je, że ich bliscy uciekli do Generalnego Gubernatorstwa. Pomimo prób zacierania dowodów haniebnego procederu jakiego okupant dopuszczał się względem polskiej ludności, okoliczni mieszkańcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, iż Niemcy w lesie piaśnickim mordują ludzi na wielką skalę – słyszeli odgłosy strzałów i krzyki mordowanych, a niektórym udało się obserwować mordy z ukrycia.

Pomimo tego, iż egzekucje polskich więźniów politycznych zakończyły się w grudniu 1939 roku to na terenie lasów piaśnickich akcja eksterminacyjna prowadzona była nadal, aż do wiosny 1940 roku. Mordowano wtedy wrogów III Rzeszy zwiezionych z jej głębi. Według szacunków, łącznie w Piaśnicy Niemcy dokonali eksterminacji nawet do 14 tys. osób w przeciągu zaledwie kilku miesięcy. Jak wspomniano, nie oszczędzano nawet kobiet i dzieci. Z racji wielkiej liczby ofiar Zbrodnię w Piaśnicy nazywa się „pomorskim Katyniem” lub „Kaszubską Golgotą”.