1944 r.: Pacyfikacja wsi polskich w Lasach Janowskich

[ Powrót do historii Polski ]

[ Przebieg ] [ Epilog ]

Podczas niemieckiej okupacji wsie położone w zachodniej części powiatu janowskiego doświadczyły hitlerowskiego terroru kilka razy. Szczególnie dotyczyło to Borowa wraz z sąsiednimi wsiami. Już w latach 1942-43 Niemcy wymordowali tutaj większość miejscowych Żydów, a latem 1943 roku zorganizowali masową łapankę, na skutek której wielu mężczyzn, w tym chłopców zostało wywiezionych na roboty przymusowe w głąb III Rzeszy. Z kolei w Budzyniu (pod Kraśnikiem) zorganizowali owiany mroczną sławą obóz pracy dla Żydów i Polaków. Trafiały do niego osoby oskarżane o łamanie różnorakich niemieckich zarządzeń.

Jednakże w latach II wojny światowej wsie znajdujące się na tym obszarze były doskonałym oparciem aprowizatorskim oddziałów partyzanckich NSZ, które działały na terenie Lasów Janowskich. Szczególnie dotyczyło to samego Borowa, który nieformalnie zwany był „stolicą NSZ”. W pobliżu wsi znajdowała się kwatera główna 1. Pułku Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej NSZ, a sam dowódca, major Leonard Zub-Zdanowicz ps. „Ząb”, często był gościem w Borowie. Partyzanci urządzali w jego okolicach także różne uroczystości patriotyczne oraz religijne, w postaci procesji, defilad, mszy oraz święcenia sztandaru pułkowego.

Powody, dla jakich niemiecki okupant zdecydował się na przeprowadzenie w rejonie Borowa szerokiej skali eksterminacji okolicznej ludności po dziś dzień nie są dokładnie znane. W trakcie śledztwa prowadzonego po II wojnie światowej przez władze PRL nie udało się odnaleźć jakiegokolwiek dokumentu niemieckiego, który by traktował o pacyfikacji Borowa i innych wsi.

Również badania prowadzone w III RP przez IPN nie poskutkowały odnalezieniem żadnych dokumentów, które tłumaczyłyby przyczyny podjętej przez Niemców pacyfikacji. Istotne światło na sprawę może rzucać uwaga Marka Jana Chodakiewicza, który przypomniał, iż dwa tygodnie przed samą pacyfikacją odbyła się tajna niemiecko-polska konferencja – oficerowie AK i NSZ rozmawiali z Niemcami ok. 20 stycznia 1944 roku. Okupant przedstawił wówczas propozycję mówiącą o zawarciu lokalnego zawieszenia broni i podjęcia wspólnej walki z partyzantką komunistyczną. Strona polska odrzuciła tę propozycję, co wg. Marka Jana Chodakiewicza mogło sprowokować Niemców do pacyfikacji. Badacz ten zwraca także uwagę na fakt, iż przyczyną mogło być ociąganie się lokalnych chłopów z dostarczeniem Niemcom obowiązkowych kontyngentów, a także prowadzenie działań bojowych w okolicy przez patrol AK z Borowa. Swoje wytłumaczenie niemieckiej pacyfikacji mieli także komuniści i ludowcy – obwinili oni partyzantów z NSZ za ową tragedię, ponieważ zbyt aktywnie podkreślali swoją obecność na tym terenie i zwrócili na siebie uwagę niemieckiego okupanta. Kombatanci NSZ argumentowali z kolei, że przyczyną pacyfikacji były komunistyczne donosy na partyzantów. Wszelkie powyżej omawiane przyczyny nie zostały jednak wystarczająco potwierdzone przez źródła i dokumenty z tamtego okresu.

W celu zaplanowania i przeprowadzenia akcji pacyfikacyjnej Niemcy wykorzystali wszystkie dostępne im w rejonie siły i środki. Za frontowe, główne uderzenie odpowiadał najprawdopodobniej 1. batalion 4. pułku policji SS – ta formacja znana wcześniej jako 316. batalion policji uczestniczyła w masakrach Żydów i podobnych pacyfikacjach na terenie ZSRS oraz Jugosławii. Do samej akcji zmobilizowano także okolicznych żandarmów, Gestapo i nawet Wehrmacht. Istotną pomocą niemieckim oprawcom służyli oddziały pomocnicze złożone z ukraińskich i rosyjskich kolaborantów i nacjonalistów. Wiadomo, że Ukraińcy służyli jako policjanci w szeregach 5. galicyjskiego pułku ochotniczego SS. Summa summarum w Pacyfikacji wsi polskich w Lasach Janowskich uczestniczyło ponad 3 tys. SS-manów, żołnierzy oraz policjantów. Niemcy dysponowali także rozpoznaniem lotniczym, jak i wsparciem artylerii, w postaci granatników oraz działek przeciwpancernych.

Same pacyfikacje charakteryzowały się bardzo podobnym schematem – najpierw niemieckie oddziały w szyku bojowym otaczały daną wieś, następnie ostrzeliwano ją ogniem granatników i działek, a obrazu masakry dopełniało wkraczanie żołnierzy i kolaborantów do samej wsi i mordowanie wszystkich bez względu na wiek. Ludność była także zapędzana do różnorakich zabudowań, które następnie podpalano lub wysadzano granatami. W brutalny sposób mordowano małe dzieci i niemowlęcia – zakłuwano je bagnetami, a kobiety i starców wraz z inwalidami palono żywcem w zamkniętych budynkach. Oprawcy dopuszczali się także gwałtów nad młodymi kobietami, które następnie także mordowano.

Tragedię mieszkańców pogłębiał fakt, iż stacjonujące w pobliżu Borowa siły NSZ nie były w stanie nawet nawiązać z Niemcami walki, ponieważ na czas leża zimowego major Leonard Zub-Zdanowicz zdemobilizował pułk i pod bronią pozostało zaledwie 50 partyzantów. Widząc drastyczną przewagę wroga oddział NSZ wycofał się do lasów w pobliżu Zaklikowa. Posłużyło to później  komunistom w oskarżaniu „Zęba” o porzucenie bezbronnej ludności na pastwę niemieckiego okupanta.