1941 r.: Mord w Czarnym Lesie

[ Powrót do historii Polski ]

Podczas jesieni, na skutek fiaska wojny obronnej 1939 r. różnorakie niemieckie jednostki przystąpiły do wykonania tzw. Intelligenzaktion („Akcji Inteligencja”), która trwała w zasadzie do 1943 roku. Jej celem było biologiczne wyniszczenie polskich elit intelektualnych, co miałoby osłabić wolę walki i wytrzebić warstwy przywódcze Polski. Intelligenzaktion przebiegała z różnym stopniem nasilenia w różnych rejonach okupowanej II Rzeczpospolitej. W ramach głównych działań związanych z Intelligenzaktion przeprowadzano także tzw. akcje specjalne, jak np. Akcja AB i Sonderaktion Krakau.

Między młotem a kowadłem – Polacy ofiarami dwóch okupantów

Położony obecnie na zachodzie Ukrainy Stanisławów znalazł się po agresji sowieckiej na Polskę w rękach ZSRS. Błyskawicznie po zajęciu miasta rozpoczęły się w nim samym, jak i w jego okolicach represje wobec polskiej ludności. Sowieckie władze posłużyły się i dały przyzwolenie Ukraińcom na prześladowanie Polaków. Powołano w tym celu komitety rewolucyjne, które przez trzy dni aresztowały polskich działaczy i kierowały ich do więzień. Aresztanci byli tam dotkliwie bici, głodzeni, jak i zabijani bez jakichkolwiek wyroków sądowych. Pałający nienawiścią do Polaków Ukraińcy na szybko zorganizowała milicję, która rozbrajała i mordowała polskich żołnierzy oraz policjantów. Z kolei sowieckie NKWD przeprowadziła aresztowania wśród polskich oficerów, polityków, jak i sędziów i prokuratorów. Wielu z owych zginęło w Katyniu, a część mieszkańców Stanisławowa została zesłana na Syberię (w latach 1940-1941).

Kiedy w 1941 roku III Rzesza zaatakowała ZSRS, stanisławowska komórka NKWD wymordowała Polaków i Ukraińców więzionych przy ul. Bilińskiego, a zwłoki ofiar ukryła w okolicach samego miasta. Co ciekawe, Stanisławów znalazł się w rękach wojsk węgierskich, które odnosiły się do Polaków przyjaźnie. Sami Ukraińcy powołali kolejną milicję, która tym razem ścigała i karciła Ukraińców, którzy kolaborowali z sowietami i prześladowali mieszkańców miasta.

Sama władza Niemiecka przystąpiła za to do eksterminacji populacji Żydów w Stanisławowie i okolicach. W tym celu, 4 sierpnia 1941 roku żydowska inteligencja została wezwana do siedziby Gestapo. Obecnych na spotkaniu Żydów, w liczbie ok. 1 tys. zamordowano w lesie w pobliżu Urynowa. Przez następne miesiące Gestapo przy pomocy ukraińskiej milicji dokonywało kilkuetapowego eksterminowania Żydów w zbiorowych egzekucjach, z czego część z nich skierowano do obozów koncentracyjnych. Z 30 tys. populacji żydowskiej mieszkającej w Stanisławowie ocalało zaledwie kilkuset – byli to ci, którzy schronili się w lasach lub byli kryci przez Polaków.

Ukraińscy nacjonaliści pomagali niemieckiemu okupantowi

Na polecenie miejscowego szefa gestapo, wspomnianego Hansa Krugera, 7 i 9 sierpnia 1941 roku ukraińscy policjanci dokonali serii aresztowań wśród polskiej inteligencji. Było to możliwe dzięki przygotowanej przez Ukraińców imiennej listy osób do aresztowania. Najprawdopodobniej był za to odpowiedzialny dr. Iwan Rybczyn, profesor gimnazjum ukraińskiego w Stanisławowie, któremu pomagał niejaki Danysz, jeden z nauczycieli. Polscy „koledzy” Danysza w postaci nauczycieli zostali zwabieni podstępem – pretekstem było odbycie narady z okazji zbliżającego się roku szkolnego. Inne osoby były wyciągane wprost z własnych domów przez ukraińskich nacjonalistów z policji. Ci zachowywali pozory grzeczności, co usypiało czujność wzywanych na rzekome przesłuchania Polaków i wręcz naganiało ich w ręce Niemców. Między 8 a 9 sierpnia 1941 Gestapo aresztowało prawie 300 Polaków. Przetrzymywano ich w więzieniu i zaprzęgano do prac budowlanych w pobliżu ogrodów Bracha. Aby nie dopuścić mieszkańców miasta do kontaktów z aresztantami kiedy ci pracowali, Ukraińcy strzelali do ludzi próbujących się do nich zbliżyć.

Większość z więzionych Polaków, w liczbie ok. 250 osób zakończyło życie w nocy z 14 na 15 sierpnia 1941 roku. Zostali oni przewiezieni ciężarówkami do Czarnego Lasu w pobliże wsi Pawełcze, gdzie następnie z zimną krwią ich rozstrzelano, a zwłoki zagrzebano na miejscu w prowizorycznych mogiłach. Te zostały wykopane tuż przed egzekucją przez zorganizowaną przez Niemców grupę chłopów z Pawełcza. Z owego „morderczego” transportu ocalał jeden z polskich leśników, który wykorzystał zamieszanie z nim związane i podczas deszczu wymsknął się z jednej z ciężarówek.

Niebywały cynizm i chamstwo niemieckich oprawców

Wybitnym chamstwem i cynizmem cechowali się niemieccy oprawcy, którzy po dokonaniu zbrodni zaniepokojonym rodzinom ofiar tłumaczyli, że więzione osoby nadal żyją i są po prostu przesłuchiwane. Sam Hans Kruger zezwolił nawet na przysyłanie im paczek i odzieży w związku ze zbliżającą się zimą. Owe paczki żywnościowe rzucano na żer psom a odzież była rozszabrowywana przez więziennych dozorców. Buta i arogancja Niemców była tak wielka, że zimą 1942 roku, niemiecki prokurator, Rotter, ujawnił Karolinie Lanckorońskiej (przybyła do miasta z ramienia Rady Głównej Opiekuńczej), że jest dumny ze swojego udziału w mordzie na profesorach, do jakiego doszło we Lwowie i jednocześnie wyraźnie sugerował, iż taki sam los spotkał 250 osób ze Stanisławowa. Rotter przesłuchiwał aresztowaną Lanckorońską i był święcie przekonany, iż nie opuści ona już nigdy więzienia. Duże światło na sprawę rzuciły także słowa polskiego technika pocztowego, niejakiego J.M., który był zatrudniony w siedzibie Gestapo przy pracach związanych z telefonami i sygnalizacją. Oto co powiedział:

„Miałem możność poruszania się po całym budynku Gestapo i wglądu na dziedziniec więzienny w ciągu kilku dni mojej pracy. Widziałem jak doprowadzani przez ukraińską policję Polacy byli doprowadzani do pokoju, gdzie urzędowali dwaj gestapowcy, bracia Mauerowie. Stamtąd po przesłuchaniu, aresztowanych odsyłano do więzienia. Akcja trwała około 3 dni. Po kilku dniach zobaczyłem, jak policja ukraińska usuwała z dziedzińca więziennego pracujących tam jakichś więźniów. Po usunięciu ich z dziedzińca zaczęto wyprowadzać z więzienia do stojącego tam ciężarowego samochodu na wpół odzianych mężczyzn: byli tylko w spodniach i koszulach, boso.

Wielu z nich poznałem. Byli to nauczyciele i lekarze – Polacy, mieszkańcy Stanisławowa. Dwaj ukraińscy policjanci i dwaj gestapowcy ponaglali ich biciem drewnianymi pałkami (nogami od stołów i krzeseł) do zajmowania miejsc w samochodzie. Szczególnie mocno pobity został jeden nauczyciel, który nie miał siły wspiąć się na wysokie podium samochodu. Uratowała go od dalszych uderzeń udzielona mu przez kolegów pomoc. Po załadowaniu wozu liczbą ok. 30-40 ludzi nakryto ich brezentem. Wówczas wyszedł z budynku jeden z braci Maurerów, Willi, z automatem i kazał eskorcie usadowić się przy więźniach. Sam wsiadł do szoferki i samochód opuścił więzienie udając się w nieznajomym mi kierunku”

Szereg egzekucji wytrzebił polską inteligencję

W ramach prześladowań polskich mieszkańców Stanisławowa i jego okolic Niemcy przy pomocy nacjonalistów ukraińskich dopuścili się także szeregu innych egzekucji – 50 osób, w tym 30 uczniów zamordowano za wywieszenie 11 listopada 1941 roku na grobach żołnierzy Legionów Polskich biało-czerwonej flagi. Zabito także wtedy ponad 100 osób w samym Czarnym Lesie. 25 osób, głównie kobiet, rozstrzelano 31 grudnia 1941 roku w więzieniu w Stanisławowie. Jesienią 1942 roku grupa 14 chłopców z jednej klasy wraz z ich opiekunem, dentystą, rozstrzelano na boisku towarzystwa „Sokół”. Za próbę przejścia rumuńskiej granicy Niemcy rozstrzelali 2 lutego 1942 roku grupę 15 osób. Szacuje się, iż Niemcy zamordowali ponad 860 Polaków ze Stanisławowa.

Losy katów Zbrodni w Czarnym Lesie

Część sprawców uniknęła odpowiedzialności za Zbrodnię w Czarnym Lesie – SS-Hauptsturmfuhrer Hans Kruger pomimo skazania w 1967 roku na dożywocie za mordy na Żydach (podpisywał wraz z Oskarem Brandtem wyroki śmierci) wyszedł na wolność 19 lat później, w 1986 roku. Kara pośrednio dosięgła za to braci Johanna i Williego Maurerów – obaj volksdeutsche byli przed wojną żołnierzami Wojska Polskiego. Wraz z Niemcami brali udział w rozstrzeliwaniu Polaków w Czarnym Lesie. Niemiecki sąd skazał ich po wojnie na karę więzienia. Po wojnie również ujęto w Nowym Sączu innego volksdeutscha, Zygmunta Adamskiego – został on skazany 28 listopada 1945 roku na śmierć.

Upamiętnienie

Groby ofiar pomordowanych na terenie Czarnego Lasu zostały odkryte dopiero w 1988 roku dzięki usilnym staraniom rodzin ofiar. Pomagała w tym miejscowa ludność ukraińska. Tym sposobem odkryto osiem dołów o wymiarach dziesięć na dwanaście metrów. Po pracach ekshumacyjnych Rada Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa ufundowała w 1991 roku na miejscu pomnik i tablicę honorującą pomordowanych. W 2011 roku z kolei w samym Czarnym Lesie odsłonięto krzyż na ich cześć. Na uroczystości były obecne władze polskie, ukraińskie, jak i rodziny ofiar owych bezlitosnych masowych egzekucji, jakich dopuścił się niemiecki okupant na przedstawicielach miejscowej inteligencji polskiej.