Służby specjalne podczas rządów Platformy Obywatelskiej

Podczas rządów Platformy Obywatelskiej służby specjalne były toczone wieloma patologiami. W 2007 roku zastępcą szefa ABW został były esbek Zdzisław Skorża, dobry znajomy Edwarda Mazura i Waldemara Pawlaka. Po odejściu z ABW Zbigniew Skorża znalazł zatrudnienie w kierowanej przez PSL Agencji Rezerw Materiałowych, na nowo utworzonym stanowisku doradcy Jacka Bąkowskiego, prezesa Agencji.

– Szefem ABW został Krzysztof Bondaryk, CBA podejrzewało go o ukrytą pensję pobieraną od Polskiej Telefonii Cyfrowej. Bondaryk tłumaczył, że 1,5 mln złotych, wypłacanych przez byłego pracodawcę w ratach było odprawą przyznaną, gdy odchodził z dyrektorskiej funkcji. Natomiast bratu Krzysztofa Bondaryka, postawiono zarzuty nabycia złota pochodzącego z czynu zabronionego i zaniżenie przychodu firmy, w rezultacie czego naraził on państwo na straty w wysokości 397 tys. złotych. Złoto było przemycane z Belgii na Białoruś i do Obwodu Kaliningradzkiego za pośrednictwem spółki Sandra, której współwłaścicielem był brat szefa ABW. Operacja taka nie byłaby możliwa bez wsparcia służb specjalnych, a w połowie lat 90., gdy szmuglowano złoto, Krzysztof Bondaryk stał na czele białostockiego UOP.

W 2008 roku dawną sprawą przemytu zainteresował się prokurator apelacyjny z Białegostoku Sławomir Luks, który wkrótce został zwolniony. Jak podał dziennik Rzeczpospolita, informatorzy twierdzili, że to właśnie Krzysztof Bondaryk i adwokat jego brata przyczynili się do niespodziewanej dymisji tego bardzo dobrego prokuratora. Następcą Sławomira Luksa został Andrzej Tańcula, współpracownik adwokata broniącego brata Krzysztofa Bondaryka. Śledztwo w sprawie przemytu od 2006 roku było zawieszone.

– Mariusz Brochowski, szeregowy członek Platformy Obywatelskiej i adwokat Janusza Kaczmarka stał się jedną z najbardziej wpływowych osób w polskich tajnych służbach. W latach 90. był oficerem UOP. Jako oficer UOP Brochwicz wystąpił w obronie oficerów uczestniczących w rozpracowywaniu rzekomych związków premiera Józefa Oleksego z rosyjskimi służbami specjalnymi. Był jednym z ludzi, którzy w 2005 roku odnaleźli Annę Jarucką. Jego ludzie obejmują najważniejsze funkcje w polskich służbach specjalnych.

– Po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską nastąpiły zmiany kadrowe w ABW i pozbywano się oficerów, którzy awansowali w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jedna z funkcjonariuszek Barbara P. z tego powodu popełniła samobójstwo. W pozostawionym liście oskarżyła swoich szefów o nękanie. Miała być nękana w związku z tym, że w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości awansowała do centrali w Warszawie. Po przejęciu władzy przez Platformę, została cofnięta do poznańskiej delegatury. Podpułkownik Barbara P. odpowiadała w służbach za sprawy finansowe. Dlatego wielokrotnie miała być przesłuchiwana przez nowe kierownictwo służb, szukające dowodów na bezprawne działania szefów ABW w czasach rządów PiS.

– Nieudolnie zarządzana ABW narażała swoich agentów na dekonspirację. W 2010 roku ogłoszono przetarg na największe w dziejach ABW szkolenia specjalistyczno–językowe dla prawie tysiąca pracowników, które opłacane były z UE. W kursach mięli wziąć udział funkcjonariusze operacyjni, których wizerunek jest ściśle tajny. Szkolenia miały się odbywać w Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW w Emowie a także 16 miastach Polski m.in. w Gdańsku, Katowicach, Krakowie i Wrocławiu, gdzie ABW ma swoje delegatury. Ze specyfikacji zamówienia wynikało, że sale do szkoleń ma wynająć firma językowa. Warunkiem była bliskość od siedziby ABW oraz połączenie ze środkami komunikacji miejskiej. Zleceniodawca wymagał, aby sala była wyposażona w niezbędne pomoce dydaktyczne m.in. sprzęt audio i tablice. To były wszystkie wymagania, nie przedstawiono w przetargu warunków, które uchroniłyby tajnych agentów przed dekonspiracją.

Szef CBA Mariusz Kamiński, powołany jeszcze w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości został odwołany przez Donalda Tuska w związku z aferą gruntową. Mariuszowi Kamińskiemu prokuratura postawiła zarzuty przekroczenia uprawnień w śledztwie dotyczącym afery gruntowej. Wiele wskazuje na to, że śledczy mogli postawić zarzuty szefowi CBA na polityczne zlecenie. Jak ujawnił dziennik Rzeczpospolita, zanim w prokuraturze w Rzeszowie postawiono zarzuty Mariuszowi Kamińskiemu, przeprowadzono tam poważne zmiany kadrowe.

W ciągu pierwszych stu dni swoich rządów następca Mariusza Kamińskiego, Paweł Wojtunik, wymienił dwie trzecie kierownictwa. Większość nowych szefów pochodziło z CBŚ, skąd przyszedł sam Wojtunik. Wobec najbliższych współpracowników Mariusza Kamińskiego prowadzone też były badania wariograficzne oraz wszczynano postępowania dyscyplinarne. Komisja ds. nacisków miała zbadać nieprawidłowości we współpracy CBA i prokuratury w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jak się okazało w samej komisji też miały miejsce nieprawidłowości i naciski. Były szef komisji naciskowej Sebastian Karpiniuk z Platformy Obywatelskiej monitował prokuraturę prywatnymi listami w sprawie ewentualnych zarzutów wobec Mariusza Kamińskiego.

– W październiku 2009 roku, nowym wiceszefem CBA został Janusz Czerwiński. Jego nominacja wzbudziła wiele wątpliwości, ponieważ w czasie, gdy był wicedyrektorem CBŚ w latach 2004-2006 nadzorował grupę zajmującą się sprawą porwania Krzysztofa Olewnika, która lansowała tezę, że Krzysztof Olewnik żyje, a porwanie było sfingowane przez niego samego. Tezę tę opierano jedynie na notatkach służbowych policjantów i fałszywych tropach, że porwany był widziany w Bydgoszczy i Berlinie. Według Zbigniewa Wassermana, przewodniczącego komisji śledczej do zbadania okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, Janusz Czerwiński nie powinien otrzymać nominacji na tak wysoki stanowisko w CBA, przynajmniej do czasu wyjaśnienia jego roli w sprawie Olewnika.

Poseł Ruchu Palikota Artur Dębski otrzymał od ABW certyfikat bezpieczeństwa, dzięki któremu miał wgląd w w informacje ściśle tajne i kontrolował służby specjalne, w pewnym zakresie też działania policji. Problem w tym, że policja wykryła w firmie posła towar z podrobionymi metkami znanych marek. W tej sytuacji ABW nie miała prawa wydać certyfikatu oskarżonemu posłowi.

– Jak podała „Gazeta Polska Codziennie”, w konsulacie RP w Łucku na Ukrainie działała siatka zajmująca się wydawaniem wiz do krajów strefy Schengen dla osób objętych zakazem wyjazdu do tych krajów. Siatka kierowana była przez byłych esbeków, a miały ją osłaniać polskie służby specjalne. Na trop siatki trafili w 2011 roku funkcjonariusze Straży Granicznej. Według gazety, w działalność zamieszani byli co najmniej jeden konsul, jeden z kierowców i funkcjonariusz BOR-u.

– Jak podał tygodnik Wprost w 2012 roku, pięciu agentów szpiegujących dla Polski trafiło do więzień w Rosji i Białorusi, a polskie władze zostawiły ich bez żadnej pomocy. Operacja, w której brali udział agenci miała na celu infiltrację białoruskich służb i dotarcie do tajników wojskowych Rosjan. Nasze służby były zainteresowane obroną przeciwlotniczą Białorusi i Rosji. Szczególnie rakietami S-400, dumą rosyjskiego przemysłu. W 2007 roku, w białoruskiej telewizji, nadano reportaż o rozbiciu polskiej siatki szpiegowskiej. Wpadł oficer rosyjskiej armii, któremu kierownictwo powstałych w miejsce WSI służb Wywiadu Wojskowego i Kontrwywiadu Wojskowego zleciły przeniknięcie do FSB, następczyni KGB.

Polska nigdy nie przyznała się do szpiegów. „Stanowisko rządu jest takie, że to nie była nasza ręka. I ja je podtrzymuję” – powiedział tygodnikowi Wprost ostatni szef WSI gen. Marek Dukaczewski. Oficerowie pracujący przy operacji chcieli wymienić agentów na osoby podejrzewane o szpiegostwo w Polsce na rzecz Białorusi i Rosji. Jednak rząd Platformy Obywatelskiej nie był tym zainteresowany. Pojawiły się też podejrzenia, że agenci zostali podsunięci przez Rosjan, a polskie służby nie były w stanie ocenić, czy przekazywane informacje były prawdziwe.

– Jak informował dziennik Rzeczpospolita, dwa lata po katastrofie smoleńskiej gen. Janusz Nosek szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego podpisał umowę o współpracy z FSB, nie informując o jej podpisaniu premiera, ministrów obrony narodowej, ani spraw wewnętrznych. Według nieoficjalnych informacji FSB mogła dzięki tej umowie prowadzić szerokie i nie do końca kontrolowane działania w Polsce. Gen. Janusz Nosek został odwołany ze stanowiska szefa SKW. Prokuratura badała też czy gen. Janusz Nosek ujawnił rosyjskim służbom tajne informacje, naraził podległego mu funkcjonariusza na dekonspirację oraz nie dopełnił obowiązków przy zabezpieczaniu lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *