Pogrom w Jedwabnem

Pogrom w Jedwabnem, dokonany 10 lipca 1941 roku, w czasie okupacji niemieckiej, był masowym mordem dokonanym na kilkuset Żydach zamieszkujących Jedwabne i jego okolice. Jedwabne położone jest w województwie podlaskim, w powiecie łomżyńskim. Miasto było zamieszkane w dużej części przez rodziny żydowskie. Już w 1777 roku w mieście było 51 domów, zamieszkanych przez 306 mieszkańców, przede wszystkim Żydów.  W Jedwabnem, jak wielu podobnych miejsc w Polsce, obok siebie, w poprawnych stosunkach, żyli Polacy i Żydzi. We wrześniu 1939 roku w miasteczku żyło 562 Żydów i 1200 Polaków. Taką liczbę ludności żydowskiej podawały też dokumenty NKWD z 1940 roku.

Po ataku Niemiec na Polskę w 1939 roku, Jedwabne początkowo znalazło się w niemieckich rękach. Jednak po sowieckim ataku na Polskę, w porozumieniu  z Niemcami, miasto wraz z częścią ziem zajętych wcześniej przez wojska niemieckie, zostało oddane sowietom. Tak, jak na wszystkich terenach przyłączonych do Rosji, w Jedwabnem wprowadzone zostały porządki sowieckie. Była to atmosfera sprzyjająca kolaborantom i denuncjatorom. Zachowały się relacje o Żydach współpracujących z NKWD i żydowskiej młodzieży aktywnej przy tworzeniu milicji i pomocy przy wywózkach Polaków w głąb Rosji.

Sytuacja ta zmieniła się 22 czerwca 1941 roku, kiedy Niemcy zaatakowały Rosję i tereny zajęte przez sowietów zaczęły przechodzić w ręce niemieckie. W Jedwabnem i okolicach, prześladowani przez komunistów mieszkańcy zemścili się na donosicielach. Kilku największych konfidentów, zarówno polskiego jak i żydowskiego pochodzenia zostało zabitych przy udziale niepodległościowego podziemia.

29 czerwca 1941 roku Reinhard Heydrich wydał dyrektywę o prowadzeniu wojny na terenie ZSRR, nakazującą zachęcanie i inspirację pogromów antyżydowskich dokonywanych przez miejscową ludność. Nakazał dążyć do

„przeprowadzenia samooczyszczenia przez antykomunistyczne lub antysemickie kręgi. Wręcz przeciwnie, należy do nich zachęcać, aczkolwiek nie pozostawiając żadnych śladów [niemieckiego zaangażowania]. Jeśli zaistnieje konieczność, te działania powinny zostać zintensyfikowane oraz podprowadzone w odpowiednim kierunku. Obecnie należy unikać tworzenia trwałych jednostek samoobrony z centralnym przywództwem. Zamiast tego powinno się zachęcać do lokalnych pogromów w sposób zorganizowany.”

Taktyka ta została także przedstawiona w Rozkazie nr 2 z 1 lipca 1941 roku:

„Należy się spodziewać, że wskutek swoich doświadczeń Polacy zamieszkujący nowo okupowane terytoria, zwłaszcza na obszarach niegdyś polskich, ujawnią się jako antykomuniści antysemici. Co się tyczy polskiej inteligencji jej los zostanie rozstrzygnięty później, o ile kwestia bezpieczeństwa nie narzuci w poszczególnych przypadkach podjęcia natychmiastowych, bezwarunkowo koniecznych kroków. […] Polacy ci są szczególnie ważni zarówno ze względu na organizację pogromów, jak i jako źródło informacji. Naturalnie ten typ taktyki organizacji pogromów jest prawidłowy we wszystkich podobnie rozwijających się przypadkach.”

10 lipca 1941 roku, do Jedwabnego zaczęli przybywać wozami mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Według Tomasza Grossa, ich celem był pogrom Żydów. Według innych źródeł przybyli oni na wieść o mającym się odbyć w Jedwabnem targu. Już od rana polscy mieszkańcy Jedwabnego i sąsiednich miejscowości wypędzali Żydów z domów. Ludność żydowska została zebrana na rynku, gdzie bito ich i zmuszano m.in. do sprzątania placu czy wyrywania trawy spomiędzy płyt bruku.

W miasteczku przebywało tego dnia kilku niemieckich żołnierzy, którzy pomagali w spędzaniu Żydów na rynek miasta. Liczni przesłuchani świadkowie stwierdzili, iż umundurowani Niemcy asystowali przy wyprowadzaniu Żydów na rynek miasta Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej nie zdołało ustalić jaki był ich udział w dalszych wydarzeniach, ponieważ zeznania świadków w tej sprawie znacznie się różnią. Wielu świadków powtarzało jednak, iż Niemcy wykonywali zdjęcia fotograficzne dokumentujące pogrom

Kilka osób zostało zamordowanych na rynku, a następnie grupa około 40-50 mężczyzn, w tym rabin, została zmuszona do rozbicia pomnika Lenina, który stał na skwerku przy rynku od czasu zajęcia miasta przez wojska sowieckie. Grupa polskich mieszkańców Jedwabnego, zmusiła ich do zaniesienia zniszczonego pomnika pod stodołę, która znajdowała się za miastem, gdzie zostali oni zabici przez prowadzących ich Polaków. Ich ciała razem z połamanym pomnikiem wrzucono do wykopanego wcześniej dołu.

W godzinach popołudniowych, pozostała na rynku grupa ludności żydowskiej, licząca około 300 osó została wyprowadzona z rynku. W grupie tej znajdowały się osoby różnego wieku, mężczyźni oraz kobiety i dzieci. Polscy mieszkańcy Jedwabnego wyprowadzili tę grupę do do drewnianej, krytej strzechą stodoły znajdującej się za miastem, a następnie stodołę zamknęli, oblali naftą i podpalili.

Po dokonaniu zbrodni sprawcy i inne osoby zrabowały dobytek zamordowanych. Pozostała część mieszkańców Jedwabnego zachowała się biernie w czasie morderstwa i rabunków. Śledztwo IPN nie ustaliło, czy bierność ta wynikała z zastraszenia przez sprawców zbrodni, czy z przyzwolenia na nią. W lipcu 1941 roku, bezpośrednio po pogromie, w Jedwabnem utworzono getto dla około 100 ocalałych Żydów. Zostało ono zlikwidowane jesienią 1942 roku, a ludność żydowską wywieziono do getta w Łomży.

W 1949 roku Sąd Okręgowy w Łomży skazał Karola Bardonia, mieszkańca Jedwabnego na karę śmierci za bezpośredni udział w mordowaniu ludności żydowskiej. Kara ta została w drodze łaski zamieniona na karę pozbawienia wolności. Natomiast 9 mieszkańców miasteczka zostało skazanych na kary więzienia za pomoc w zabójstwie, a 12 innych oskarżonych sąd uniewinnił. Według IPN postępowanie dowodowe w tej sprawie było prowadzone pobieżnie, a zeznania mieszkańców miasteczka, były wymuszane torturami przez funkcjonariuszy UB, a następnie odwoływane na sali sądowej.

Po II wojnie światowej liczbę ofiar pogromu w Jedwabnem oszacowano na 1600 osób. Taka też liczba znalazła się na pomniku upamiętniającym ofiary, który stał na miejscu zbrodni do 2001 roku. Sprawa pogromu w Jedwabnem stała się głośna w Polsce i na świecie za sprawą książki „Sąsiedzi” autorstwa Jana Tomasza Grossa, wydanej w 2000 roku.

Jak pisał Gross, „panami sytuacji w Jedwabnem byli oczywiście Niemcy. I tylko oni mogli podjąć decyzję o wymordowaniu Żydów”. Zaznaczał jednak, że Polacy zawarli nieformalne porozumienie z Niemcami przeciwko lokalnym Żydom: „należy pamiętać, że gdyby Jedwabne nie zostało zajęte przez Niemców […], to Żydzi jedwabieńscy nie zostaliby wymordowani przez swoich sąsiadów.”

Jan Tomasz Gross podał w swojej książce, że w Jedwabnem zostało zamordowanych 1600 Żydów, podając powojenne szacunki. W opracowanym przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i Radę Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa informatorze encyklopedycznym o obozach hitlerowskich w Polsce z 1979 roku liczbę ofiar pogromu określono na ok. 900 osób. Instytut Pamięci Narodowej po ekshumacji zwłok w 2001 roku ocenił ją na nie mniej niż 340 osób. Należy pamiętać, że w Jedwabnem mieszkało w 1940 roku 562 Żydów.

W swojej książce Jan Tomasz Gross jako prowodyrów i przywódców tłumu w Jedwabnem wskazał czterech byłych współpracowników NKWD, którzy w ten sposób próbowali wymazać swoją przeszłość i uwiarygodnić się w oczach nowego okupanta. W okresie okupacji niemieckiej m.in. Jerzy i Zygmunt Laudańscy podjęli współpracę z Niemcami, a Karol Bardoń został niemieckim tłumaczem, a w połowie 1942 roku podjął służbę w niemieckiej policji i podpisał volkslistę.

Książka „Sąsiedzi” spotkała się ze znaczną krytyką i wywołała wiele kontrowersji. Bogdan Musiał stwierdził, że „praca opiera się na ubogiej bazie źródłowej”, składającej się z nielicznych przekazów ocalałych Żydów oraz akt sądowych. Zdaniem historyka niewiarygodnych ze względu na okres ich zebrania, czyli 1949 rok, okres stalinizmu w Polsce. Krytycy wskazywali też na przeszacowaną liczbę ofiar.

W latach 2000-2004 IPN prowadził śledztwo w sprawie pogromu w Jedwabnem. Przesłuchano m.in. 111 żyjących świadków i wykazano, że w mordowaniu ludności żydowskiej brała udział część polskich mieszkańców Jedwabnego. Według ustaleń IPN rola Polaków była decydująca o zrealizowaniu zbrodniczego planu. Byli oni wykonawcami zbrodni, ale można przyjąć, że została dokonana z niemieckiej inspiracji.

W czasie tego śledztwa, w pobliżu stodoły w Jedwabnem znaleziono około dwustu łusek lub innych części amunicji oraz części uzbrojenia, a w masowej mogile znaleziono przedmiot, który wstępnie uznano za płaszcz pocisku kalibru 9 mm. Potwierdzono, że znalezione przedmioty pochodziły prawdopodobnie z okresu I wojny światowej lub najwcześniej z roku 1942. Fragment znalezionego metalu nie był elementem amunicji, lecz metalowym przedmiotem nieznanego zastosowania.

Podczas śledztwa IPN zamierzano dokonać ekshumacji szczątków ofiar pogromu. Ekshumacja miała dać odpowiedzi na wiele pytań, przede wszystkim o to jaka była liczba ofiar, a także czy ofiary zginęły od strzałów, ponieważ w obrębie stodoły natrafiono na łuski karabinowe. W połowie marca 2001 roku, na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa rozpoczęły się badania poprzedzające ekshumację. Georadar miał wykazać gdzie dokładnie znajduje się grób i w którym miejscu stała stodoła, w której spalono Żydów.

Prowadzący śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem prokurator Radosław Ignatiew z białostockiego IPN zdecydował o wykonaniu ekshumacji w połowie maja, a wojewoda podlaski wydał na nią zgodę. Przeciwko ekshumacji zaprotestował rabin Michael Schudrich. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił:

„To bardzo ciężka decyzja. Trzeba wybierać między respektem dla zmarłych a potrzebą prawdy. Dla nas zwycięża to pierwsze. Moim, rabina, zdaniem ekshumacja jest niemożliwa z punktu widzenia naszej religii. Bo sądzę, że ekshumacja nie da wiele, a wiele zaszkodzi. Są przecież świadkowie, są inne dowody, ekshumacja nie jest więc potrzebna.”

Tymczasem IPN kontaktował się ze środowiskami żydowskimi i ustalił, że niektóre rządy, w tym USA i Izraela, nie respektują zakazu ekshumacji, w przypadku kiedy chodzi o przestępstwo. 20 maja 2001 roku prokurator generalny Lech Kaczyński nakazał wstrzymać ekshumację. Uważał, że jest potrzebna, ale postanowił uszanować protesty żydowskie.

Po kilku dniach Lech Kaczyński spotkał się z rabinem Schudrichem, w spotkaniu uczestniczyli też prezes IPN oraz dwóch przedstawicieli gmin żydowskich. Ustalono, że przy ekshumacji będą obecni rabini, a po zbadaniu szczątki ofiar wrócą na swoje miejsce spoczynku.  Ekshumacje rozpoczęły się 30 maja 2001 roku, prowadziła je specjalna grupa z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która pracowała też w Katyniu i Miednoje.

Wyniki ekshumacji pomogły też ustalić drugą zbiorową mogiłę ofiar mordu w obrębie kamiennego fundamentu stodoły, w której został odnaleziony potłuczony betonowy pomnik Lenina, który według świadków miał znajdować się na cmentarzu żydowskim. Do prac włączył się rabin Menachem Ekstein, przybyły z Izraela ekspert ekshumacji. W czasie ekshumacji odnaleziono jeszcze m.in. „płaszcz” kul, najprawdopodobniej kalibru 9 mm, w spopielonych szczątkach ludzkich. Znaleziono też łuskę i pocisk z karabinu 7,92 mm typu Mauser. Lech Kaczyński wstrzymał ekshumację 4 czerwca, miał o tym zdecydować pod wpływem protestów religijnych Żydów.