Operacja Lawina

[ Strona informacyjna: Żołnierze Wyklęci ]

Żolnierze Wyklęci

[ AK ] [ Antysemici? ] [ Bandyci? ] [ Bataliony Chłopskie ] [ Biogramy ] [ Faszyści? ] [ Filmy ] [ Gry ]
[ Graffiti ] [ Kalendarium ] [ Komiksy ] [ Książki ] [ Muzyka ] [ NSZ ] [ Operacja Lawina ] [ Oprawcy ]
[ Sukcesy ] [ Wyklęci a Sowieci ] [ WiN ] [ Wykłady ]
[ Zapomniani bohaterowie ] [ Zdrajcy? ] [ Złodzieje? ]

Operacja Lawina była komunistyczną zbrodnią dokonaną na przez UB na około 140 partyzantach zgrupowania Henryka Flame ps. „Bartek”. Zgrupowanie dowodzone przez Henryka Flame ps. „Bartek” było największą i najbardziej aktywną formacją antykomunistycznego podziemia działającą na Podbeskidziu w latach 1945-1947. Było to zgrupowanie kilkunastu oddziałów partyzanckich w liczbie około 300 żołnierzy. Oddział te stoczyły liczne bitwy i potyczki z UB i NKWD. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji była kilkugodzinna defilada oddziałów NSZ zorganizowana 3 maja 1946 roku w Wiśle.

Komuniści podjęli kilkukrotne, nieudane próby rozbicia oddziałów „Bartka”, a operację Lawina zapoczątkowała zdrada Kazimierza Zaborskiego ps. „Łamigłowa”, który dowodził VII Śląskim Okręgiem NSZ. Kazimierz Zaborski został aresztowany przez funkcjonariuszy PUBP w Będzinie. Wraz z nim aresztowano też jego dwie córki. Obawiający się o życie swojej rodziny Kazimierz Zaborski przeszedł na stronę komunistów i został zwerbowany jako agent o pseudonimie „RR”.

Podjął się nowych zadań z dużą gorliwością i przystąpił do odtwarzania organizacji, jednak pod całkowitą kontrolą bezpieki. Rozpoczął tworzenie organizacji Śląskie Siły Zbrojne, powołał fikcyjne dowództwo i nawiązał kontakty ze środowiskami działaczy narodowych z Chorzowa, Siemianowic i Krakowa. Jednym z podstawionych żołnierzy był funkcjonariusz UB Henryk Wendrowski ps. „Lawina”, były żołnierz AK, który współpracę z komunistami rozpoczął w 1944 roku i prawdopodobnie już jesienią 1945 roku został wprowadzony do Rady Politycznej NSZ Okręgu Śląskiego. W połowie kwietnia 1946 roku „Lawina” rozpoczął działania operacyjne w Gliwicach. Tam podając się za organizatora konspiracji został wprowadzony w środowiska opozycyjne.

W lipcu 1946 roku Hendryk Wendrowski ps. „Lawina”, współpracując z Kazimierzem Zaborskim, czyli agentem „RR” skontaktował się z byłym oficerem sztabu VII Okręgu NSZ Franciszkiem Wąsem ps. „Warmiński”. „Lawina” przekonał go, że jest oficerem sztabu z Katowic, przedstawiając pełnomocnictwa Kazimierza Zaborskiego ps. „Łamigłowa”. Skutkiem tego spotkania było uzyskanie dwóch nazwisk, które mogły pomóc w dostarciu do Henryka Flamego. Byli to Karol Krybelt ps. „Karol” oraz łącznik sztabu zgrupowania „Bartka” Jan Kwiczala ps. „Emil”, który doprowadził „Lawinę” do Henryka Flamego przebywającego wtedy ze swym oddziałem na Baraniej Górze.

Henryk Wendrowski miał ułatwione zadanie, ponieważ partyzanci ze Śląska Cieszyńskiego i Żywca od jesieni 1945 roku nie mieli kontaktu ze sztabem NSZ i oczekiwali pojawienia się jednego z przedstawicieli. Sytuacja zgrupowania nie była łatwa, niedawno poniesiono pierwsze straty w ludziach, coraz ciężej było też z aprowizacją. „Bartek” nie chciał też uchodzić za kogoś kto działa na własną rękę.

Do pierwszego spotkania doszło na początku sierpnia 1946 roku w obozowisku leśnym. Kapitan „Lawina” przedstawił „Bartkowi” fikcyjny rozkaz z Okręgu NSZ, nakazujący przeniesienie zgrupowania w rejon Jeleniej Góry, gdzie miała być kontynuowana działalność zbrojna. Bezpieka opracowała „Plan Likwidacji B”, który zakładał cztery transporty liczące łącznie około 140 osób. W czasie transporu partyzanci mogli mieć przy sobie tylko broń krótką, broń maszynowa miała być przewieziona osobną ciężarówką.

Grupy miały być przetransportowane w okolice Opola, gdzie podstawieni funkjonariusze UB, udający żołnierzy NSZ uraczyliby partyzantów kolacją suto zakrapianą alkoholem. Plan ten początkowo nie zakładał likwidacji żołnierzy, a jedynie ich zatrzymanie kiedy zasną po kolacji i postawienie przed sądem. Schemat ten zaplanowany był dla wszystkich czterech transportów. Po tej akcji miano doprowadzić do rozbrojenia pozostałych ok. 80 członków zgrupowania, którzy pozostali w górach. Nie wiadomo kiedy plany te zostały zmienione i zdecydowano o eksterminacji żołnierzy „Bartka”.

20 sierpnia 1946 roku „Lawina” pojawił się ponownie na Baraniej Górze z opracowanym planem transportów. Sam „Bartek” chciał pojechać w ostatnim transporcie, jednak „Lawina” przekonał go, że powinien udać się do Gliwic na operację nogi i powrócić do swoich żołnierzy na Zachodzie już po rekonwalescencji. „Bartek” przekazał dowództwo Józefowi Kołodziejowi ps. „Wichura” i wyjechał do Gliwic 31 sierpnia 1946 roku razem z Janem Kwiczalą ps. „Emil”.

Do akcji dołączył funkcjonariusz UBP Czesław Krupowies, który podawał się za porucznika NSZ o pseudonimie „Korzeń”. Jego zadaniem było nadzorowanie transportów. W pierwszym transporcie na początku września pojechało w sumie około 40 partyzantów. Zostali przetransportowani Przyjmuje się, że do liwidacji żołnierzy doszło w majątku Scharfenberg (Grudzieniec) w pobliżu Malerzowic Wielkich na Śląsku Opolskim. Ulokowani w zniszczonym pałacu zostali poczęstowani kolacją z alkoholem, do którego dodano środek usypiający.

Akcja rozpoczęła się nad ranem, zamordowany został strażnik, a następnie do budynku wrzucono granaty. Kiedy oszołomieni partyzanci wydostali się na zewnątrz, zostali zatrzymani i zaprowadzeni nad wykopany wcześniej dół. Tam zostali rozebrani do naga i zastrzeleni strzałem w tył głowy. Przebieg tych wydarzeń znany jest z relacji byłego funkcjonariusza UB Fryderyka Zielińskiego, który brał udział w tych wydarzeniach. Według jego relacji, opowiedzianej po wielu latach, morderstwa dokonało około czterdziestu Sowietów, a funcjonariusze UB pełnili tylko funkcję pomocniczą. Być może nigdy nie dowiemy się czy Sowieci rzeczywiście znaleźli się na miejscu morderstwa, czy Fryderyk Zieliński próbował zataić w ten sposób winę swoją i kolegów z bezpieki.

Po zakończeniu likwidacji żołnierzy „Bartka” z pierwszego transportu, na lotnisko w w Starym Grodkowie przyleciał z Warszawy samolot z najwyższymi rangą funkcjonariuszami MBP, łącznie z szefem resortu Stanisława Radkiewicza, aby zapoznać się z przebiegiem operacji przed organizacją drugiego transportu, który wyjechał między 10 a 15 września. Tym razem postanowiono wysadzić w powietrze budynek, w którym znajdowali się partyzanci. Pod jednym z drewnianych baraków na lotnisku wojskowym w Starym Grodkowie podłożono kilka ładunków wybuchowych. W drugim transporcie znalazło się około trzydziestu partyzantów, którzy zostali ulokowani na noc w baraku, który wysadzono. Zginęli wszyscy, a ich szczątki pochowano w najbliższej okolicy.

W trzecim transporcie, który wyjechał w drugiej połowie września znalazło się również około trzydziestu partyzantów. Tym razem do likwidacji doszło na polanie w rejonie miejscowości Barut, gdzie mieścił się zameczek myśliwski „Hubertus”. 25 września mieszkańcy Barut widzieli samochody ciężarowe, które miały wieźć partyzantów. Umieszczono ich w stodole, pod którą podłożono ładunki wybuchowe. Zdetonowano je nad ranem 26 września 1946 roku.

Mieszkańcy słyszeli nie tylko wybuch, ale i strzały, dobijano zapewne rannych, a polana przez kilka kolejnych dni otoczona była przez UB i MO. Niektórzy wspominali też osoby mówiące po rosyjsku. Po opuszczeniu okolicy przez bezpiekę, mieszkańcy znajdowali jeszcze fragmenty ubrań oraz ciał rozerwanych wybuchem.

Ogromne straty, które poniosło zgrupowanie „Bartka” w wyniku operacji Lawina, oznaczały, że partyzanci przestali zagrażać komunistom, a resztki zgrupowania ujawniły się podczas amnestii w 1947 roku. Prawdopodobnie doszło też do przypadków pojedyńczych morderstw na żołnierzach „Bartka”, który zginął już po ujawnieniu się w amnestii, zastrzelony przez milicjanta w restauracji w Zabrzegu koło Czechowic-Dziedzic.

Zobacz film dokumentalny „Ziemia przemówiła” zrealizowany w 2016 roku. Autor filmu Maciej T. Nowak opublikował też książkę „Operacja Lawina. Do ostatniego guzika”.

Film dokumentalny „Operacja Lawina” z 2018 roku: